Niedziela Misyjna

Na Niedzielę Misyjną…

Ostatnie słowa Chrystusa skierowane do Apostołów przed Wniebowstąpieniem brzmią jak rozkaz: Idąc na cały świat nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. A mówiąc konkretniej – Zbawicielowi chodzi o to, aby Apostołowie uczynili ludzi uczniami Chrystusa czyli przygotowywali ludzi do pełnej jedności, do życia we wspólnocie Kościoła. Apostołowie podjęli to dzieło. Czytamy, jak Kościół wychodzi poza środowisko żydowskie – np. św. Piotr przyjmuje do Kościoła prozelitów, czyli sympatyków judaizmu, pochodzących z pogaństwa. Wielkiego dzieła misyjnego podejmuje się św. Paweł, który zostanie nazwany Apostołem Narodów i przemierzy tysiące kilometrów spod Damaszku aż po Hiszpanię, zakładając wiele Kościołów w Basenie Morza Śródziemnego. Ta praca misyjna rozpoczęta w dniu zesłania Ducha Świętego trwa do dnia dzisiejszego. Granice Kościoła jako organizacji poszerzają się ustawicznie. Kościół dociera do coraz to nowych narodów.

Jego zadaniem i dzisiaj jest dotrzeć z prawdą objawioną możliwie do wszystkich ludzi i zachęcenie ich do zorganizowania wspólnot wierzących, do działalności w nich i w końcu do ustawienia życia wspólnoty tak, aby ludzie mieli łatwy dostęp do Chrystusa sakramentalnego. Idealną misją jest taka, gdzie pewnego dnia przy ołtarzu kościoła wystawionego przez misjonarzy staje rodzimy kapłan, który podejmie dalszy zasiew Ewangelii.

Największą trudnością misji Kościoła jest sposób przekazywania Ewangelii tak, aby jednocześnie uszanować wszystko to, co dobre w ich kulturze i dotychczasowej religii. Na przykład polskiemu misjonarzowi nie jest łatwo wędrować daleko w kraje misyjne, nie biorąc ze sobą obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry. Kult Maryjny jest potrzebny, ale obraz może być z Jasnej Góry i nie musi być z Jasnej Góry. My Polacy jesteśmy związani z tym obrazem, ale niekoniecznie właśnie ten obraz musi być na placówce misyjnej. Jest to polska forma religijności, raz przyjęta przez tubylców bardzo mile, innym razem z uprzedzeniem.

Wśród misjonarzy na przestrzeni wieków znamy niezwykle odważnych, którzy przyjmowali prawie całe dziedzictwo kultury i religii danych ludów, zwłaszcza wielkich ludów, takich jak Chiny, Indie. Jednym z nich był Mateo Ricci, który na przełomie XVI i XVII wieku powędrował na teren Chin i dotarł na dwór cesarza. A przyjechał do Chińczyków z mapami, z globusami, z zegarkami, wiedzą na temat świata. Ale był też w jego walizach obraz Matki Najświętszej z Dzieciątkiem Jezus. I jak mówi historia – Chińczycy byli gotowi przyjąć tę Matkę, która uczestniczy w dziejach zbawienia świata. Ale historyk zauważa, że krzyż Chrystusa, czyli to, co istotne w Ewangelii, był ukryty na samym dnie, bo wiedział, że jeśli na początku zobaczą krzyż, to wszystko zostanie odrzucone. Trzeba wiele czasu na przygotowanie serc i umysłów do przyjęcia Ewangelii.

Praca misyjna, to nie tylko praca kapłańska, to także w dużej mierze praca człowieka świeckiego. Więcej – to powołanie. Każdy misjonarz zaświadczy, że w dziele misyjnym potrzebni są lekarze, nauczyciele, inżynierowie czy inni specjaliści od rolnictwa, od budowy domów czy mostów. Według danych Sekretariatu Dzieła Misyjnego przy Episkopacie Polskim obecnie na misjach pracuje 1528 Polaków, w tym kilkunastu świeckich. Jeszcze większe jest zaangażowanie świeckich z innych krajów, szczególnie tych, które same borykają się z powołaniami kapłańskimi.

W dziele misji biorą udział także ludzie nie opuszczający z własnego kraju, gdyż misje wymagają wsparcia. Ktoś zauważył słusznie, że jest to najbardziej kosztowne dzieło Kościoła. Rocznie dziesiątki milionów dolarów Kościół przeznacza na pracę misyjną po to, aby zabezpieczyć minimum potrzebnych warunków dla rozwoju pracy misyjnej. Chodzi o utrzymanie kapłana, czasami sprzęt potrzebny do tego, by mógł pokonywać długie odległości, lekarstwa itp.   Ludzie pracujący dla dobra misji  zbierają wszystko to, co jest potrzebne misjom.

Ale trzeba zauważyć, że nie zawsze chodzi wyłącznie o środki materialne. Czasami prosty list z zapewnieniem wsparcia duchowego, modlitwy i ofiary jest przez misjonarzy witany z większą radością aniżeli przesłany podarunek.

Cały Kościół jest misyjny – nawet Stany Zjednoczone, czy Polska. Tylko 20% wierzących w USA, tylko 35% w Polsce z tych, którzy powinni uczestniczyć we Mszy świętej w niedzielę, przekracza próg kościoła.  Nie trudno stwierdzić, że kraje chrześcijańskie stają się pogańskie. Kraje zachodniej Europy i Ameryki nie rodzą wystarczającej liczby powołań kapłańskich, którzy by nieśli sakramenty. Tam wiara obumiera, kraj przestaje być chrześcijański.

Czy tak się stanie z USA, z Polską?   Nie możemy pozwolić na to. Każdy z nas jest misjonarzem i często nasza praca misyjna jest trudniejsza niż praca misjonarzy w dżunglach Oceanii czy buszu Afryki. Ale musimy tę pracę zacząć od swojej rodziny, od swojego mieszkania. Musimy żyć wiarą każdego dnia, nie zaniedbać troski o nowe powołania kapłańskie, aby nie zabrakło tych, którzy stanęliby przy ołtarzu wiary.

Dziś, w niedzielę misyjną wyrażamy Bogu wdzięczność za to, że należymy do Kościoła. To wielki dar. Pamiętajmy jednak, że spoczywa na nas wielka odpowiedzialność za świadectwo autentycznego życia Ewangelią.  Módlmy się w intencji misji, ale i działajmy dla niech – wypełniając po prostu nasze powołanie do życia w zgodzie z oczekiwaniami Boga.