Program Wspierania Parafii – kazanie

Współczesny świat nie ma litości dla słabych, dla samotnych, dla zagubionych. Biznesy, korporacje i małe firmy walczą o rynek zbytu, o każdego klienta, o zarobek i przetrwanie. Wiele firm upada. Ta walka uczy na jednak wartościowej lekcji. Przetrwają tylko te firmy, w których jest współpraca, poświęcenie, owocny wysiłek. Firmy, w którym ludziom nie zależy na sukcesie, w których jest dużo gadania a mało działania – prędzej czy później upadną.

Podobnie w rodzinach. Sami opowiadacie, że brakuje w rodzinach porozumienia, że każdy idzie swoją drogą, że nie ma wspólnych modlitw, posiłków, a nawet rozmów. I taka rodzina wpada w coraz większe kłopoty i z czasem się rozpada..

Na naszą parafię św. Stanisława Kostki trzeba patrzeć trochę jak na korporację, trochę jak na rodzinę. Musi być w nas pragnienie sukcesu, zwycięstwa! W naszym postępowaniu musi dominować pragnienie budowania lepszej parafii dla nas wszystkich i dla dalszych pokoleń. W rodzinie dzieci Bożych, którą tworzymy, każdy powinien dokładać wszystkich swoich sił, talentów i czasu w przyszły sukces i rozwój parafii. No chyba, że nie jesteśmy zainteresowani przyszłością, wolimy bawić się w przetrwanie z tygodnia na tydzień. Więc zamiast bawić w przetrwanie to zamknijmy drzwi kościoła dzisiaj i na zawsze. Oj, na pewno ucieszyliby się co niektórzy, szczególnie Ci, którzy kształtują swe myśli na podstawie Gazety Wyborczej czy TVN czy innych brukowców, które walczą Kościołem. Ale czy moglibyśmy żyć ze spokojnym sumieniem, gdyby to przez nas zamknięto parafię. Wątpię! Dlatego musimy coś robić w trosce o przyszłość.

Jak dobry trener, który motywuje swoją drużynę do lepszej gry, tak i nasz biskup diecezjalny zachęca parafian do wysiłku na rzecz parafii. W swoim ostatnim liście do proboszczów poinformował on, że program rekonfiguracji wkracza w kolejną fazę i słabsze parafie będą łączone z innymi lub zamykane, aby uzdrowić całą diecezję. Czy powinniśmy się bać tego ogłoszenia biskupa? Jeżeli będziemy w stanie okazać troskę o naszą parafię, jeżeli będziemy umieli dać z serca płynące poświęcenie – nie musimy. Ale trzeba nam robić dużo więcej niż do tej pory.

Dzisiaj rozpoczynamy sześciotygodniowy program diecezjalny nakreślony przez Biskupa: „Program Wsparcia dla Parafii” – którego temat przewodni brzmi „Jeden Duch, Jedna Dusza, Jedna Społeczność Parafialna”. Większość parafii w diecezji już zakończyła ten program. Ja opóźniałem jego początek z różnych względów. Ale co trzeba zrobić, trzeba zrobić prędzej czy później.

W maju czy czerwcu, w naszym biuletynie parafialnym, wydrukowaliśmy raport o stanie parafii, tak jak żądała tego diecezja. Ten raport pokazał, że parafia ma dobry budżet i staramy się według niego kontrolować nasze wydatki, że pieniądze są wydawane rozsądnie i na właściwe rachunki. Ten raport ukazywał jednak, że parafii daleko do spokojnego bytowania i działalności. Brakuje nam ludzi, którzy z miłości do parafii potrafią poświęcać swój czas i zdolności. A niedzielna taca to dodatkowy dowód na brak troski o parafię. Te przeciętne dwa dolary z centami na osobę w kościele, to smutny dowód, jak mizernie sobie cenimy nasze spotkanie w domu Bożym. Czyżbyśmy bardziej zawierzali jadowitym komentarzom czytelników brukowców, że Kościół ma pieniędzy po uszy? A może myli nas piękno naszego kościoła? Lub te 7 budynków parafialnych? Nie myśmy to budowali i dekorowali. Nas nie stać na konserwację tego, co mamy – ot jaka jest nasza miłość do parafii.

W stanie Kansas istnieje szkoła podstawowa i średnia, która w całości jest opłacana ze składek parafian, którzy są dumni z tej szkoły. Jest inna parafia, w której co roku parafianie fundują 50 stypendiów dla biednych dzieci, aby mogły zasilić szkołę parafialną i wychowywać się w duchu katolickim.

Podczas pobytu na jednej z krakowskich parafii usłyszałem w ogłoszeniach parafialnych takie słowa: „za sprzątanie kościoła w tym tygodniu odpowiedzialni są mieszkańcy ulicy nazwijmy to Krętej. Za kwiaty na ołtarz odpowiedzialni są mieszkańcy ulicy Prostej. Produkty żywnościowe dla biednych przynoszą w tym tygodniu mieszkańcy ulicy Krótkiej….” I tydzień w tydzień, mieszkańcy danej ulicy idą z wiadrami, szmatami i miotłami do mycia posadzki i ścierania kurzu w kościele, inni niosą dekoracje kwiatowe, inni jedzenie do parafialnego banku żywności.

W mojej rodzinnej parafii w Bydgoszczy, to świeccy ludzie piszą artykuły, przygotowują skład i drukują gazetkę parafialną. Świeccy prowadzą wiele działów kancelarii parafialnej, odbierają telefony, komputerowcy dbają o stronę internetową parafii, fachowcy bez przerwy coś ulepszają przy parafii. Kobiety gotują i wydają 150 posiłków dziennie w parafialnej stołówce dla biednych. W innej parafii osoby mające wolne poranki służą do pogrzebów i śpiewają na pogrzebowych mszach, dzwonią po parafianach z informacjami o życiu w parafii, z apostolatem i zaproszeniami do tych, którzy zapominają o niedzielnym spotkaniu z Bogiem. Wszystko to jest działaniem ochotniczym.

A co jest u nas? Niewiele. Są za to robione są głupie docinki – a ile ci płacą za czytanie w kościele? Albo, ile podbierasz z tacy, jak zbierasz? Nie dajmy takim ludziom decydować o naszym oddaniu dla parafii!

Kochani – powiem Wam coś, nie jako przechwalanie się czy oczekiwanie na oklaski. Dzielę się z Wami tym co czuję. Otóż, mój dzień pracy to często i 12 a nawet 15 godzin. I mogę powiedzieć, że pracuję za wyżywienie o dach nad głową, gdyż to, co parafia płaci za moją pracę, to idzie od razu do zakonnej kasy. Ja staram się pracować jak najlepiej i jak najwięcej, gdyż kocham tę parafię. Ta parafia to moja troska. I chciałbym, aby była coraz wspanialsza. Chciałbym też, aby każdy z nas tu

obecnych czuł tę więź z parafią… Przypomnij sobie swoją pierwszą miłość. Dla ukochanego czy ukochanej nie liczyłeś czasu, nieprzespanych nocy w podróżach, gotowy byłeś oddać ostatni grosz. Zakochaj się dzisiaj w parafii, dla jej dobra i przyszłości.

W jednym z miesięczników katolickiej autor pewnego artykułu pisze, że tylko 20 procent osób w każdej parafii jest zaangażowanych w troskę o nią. Czyli 80 osób na każde 100 tylko korzysta z kościoła. Szczerze powiem, gdyby tak było u nas, to już byłby to powód do radości. Wszyscy czulibyśmy różnicę, gdyby tylko 10 procent ludzi biorących udział w niedzielnej mszy świętej było zatroskanych o parafię. Powiem więcej – tylko 5 procent… Oczywiście mamy od czasu do czasu osoby, które są chętne pomóc czy coś ofiarować. Ktoś ofiarował to czy tamto, dał materiał na dach, inny dach naprawił itp. Dziękuję za te osoby Bogu! Wszyscy musimy się za nie modlić! I modlić się, aby takich ludzi było coraz więcej. Ludzi kochających naszą i swoją parafię. A potrzeby są wielkie, a robotników i pieniążków mało – tak można by sparafrazować ewangeliczną przypowieść Jezusa o żniwach.

Marzy się nam wszystkim, aby nie było natomiast ludzi, którzy Bogu nic nie oddają za Jego dobroć. A niestety są i tacy między nami. Jedni nigdy nie mają czasu na pomoc, inni dają na tacę jednego dolara, a są i tacy, którzy nie zauważają podawanego im koszyka na niedzielną składkę. Są tacy, którzy nigdy nie złożyli osobistej donacji na parafię, a wotywną świecę zapalą raz na rok. Mają natomiast dużo do powiedzenia i do żądania, domagają się w kancelarii itp….

Parafia jest dobrą parafią, gdy są w niej ludzi czynni i zatroskani, zakochani w niej; gdy jest ich dużo, gdy razem działają na rzecz parafii. Przy parafii powinna istnieć grupa fachowców zainteresowanych stanem budynków parafialnych i doradzająca, co robić w razie potrzeby. Powinna być grupa ludzi o „złotych rękach”, czyli fachowo wykonujących naprawy przy parafii, o ile nie za darmo, to po niższych kosztach. W takiej parafii jak nasza, powinien być potężnych chór, którego śpiew pobudzałby nas do większej modlitwy, powinna być grupa liturgiczna przygotowująca programy religijne dla dzieci i młodzieży, powinna być osoba organizująca grupy młodzieżowe – modlitewne, charytatywne, wincentyńskiej, Maryje… Potrzebne jest grupa do prowadzenia programów pomocy dla parafii i dla biednych, ludzie do działalności duszpasterskiej, informacyjnej, komputerowej, itp…

Pan Jezus powiedział w kazaniu na górze – „Tam skarb Twój, gdzie serce Twoje.” Ale można to trochę odwrócić w kolejności i powiedzieć – gdzie serce Twoje, tam może być Twój skarb. Czyli – to, co robisz umiesz robić, rób z miłością i to może być Twoim skarbem. I taki skarb możesz dać Bogu i człowiekowi, jak i swojej parafii.

Powiedział ktoś, że powinniśmy się wstydzić za siebie samych i to mocno. Bo wiele otrzymujemy w darze od Boga, a w zamian dajemy Mu prawie nic… Jakaż gorzka prawda. Umiłowani, żadne prośby i apele nie przyniosą skutku, dopóki w nas nie zaistnieje prawdziwa miłość do wspólnoty, której jesteśmy cząstką. Brak miłości rodzinnej zniszczy rodzinę. Brak miłości do parafii i brak zniszczy parafię. Cokolwiek dajemy z musu będzie zawsze tylko niechcianym datkiem. Dla Boga mamy dać nasze serce i dar płynący z miłości…

W przyszłym tygodniu przemówi do nas osoba świecka, aby nas zachęcić do większej troski o naszą parafię, dać świadectwo, że można i trzeba. A za dwa tygodnie będzie Niedziela Zobowiązania, kiedy wyrazimy naszą gotowość do dzielenia się darem miłości do Boga i parafii. Dlatego dzisiaj przy wyjściu z kościoła, kolektorzy rozdadzą specjalne broszurki i koperty zobowiązania. Weź je ze sobą, bez względu czy jesteś zapisany czy nie, czy używasz kopert czy nie. Weź, aby poczytać i przemodlić. A 26 września przynieś kopertę ze swoim zobowiązaniem rocznym. I módl się o sukces tego programu, czyli o pogłębienie się miłości wiernych do parafii. Dodam tylko, że w parafiach, gdzie program się zakończył, kolekta i zaangażowanie wiernych poprawiło się o 25 procent! Mam nadzieję, ze u nas będzie jeszcze lepiej… I o to się dzisiaj modlimy.