W oczekiwaniu na beatyfikację…

Rozpoczęliśmy duchowe przygotowania na dzień beatyfikacji Jana Pawła Drugiego. Niech pomoże nam w tych przygotowaniach poniższy artykuł  zatytułowany “Wyniesiony na ołtarze“. 

      Cały świat przygotowuje się na wielkie wydarzenie, jakim będzie niewątpliwie wyniesienie na ołtarze Wielkiego Papieża Polaka. Dlatego pragnę dzisiaj powrócić wspomnieniami w moich rozważaniach, do dnia Jego narodzin dla nieba.  Jan Paweł II – Wielki Papież, odszedł  do domu Ojca, na oczach całego świata. Poruszyły się serca wszystkich chrześcijan, wyznawców judaizmu, muzułmanów, buddystów, niewierzących. Stało się coś, czego nikt do końca w tym momencie zrozumieć nie zdołał. Jednocześnie w tragicznej ciszy sobotniego wieczoru, wyraźnie zabrzmiały w naszych uszach słowa: „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. 

To wielkie przesłanie. Jakże trudno nam było do tej pory te słowa przyjąć i realizować w życiu. Jednak w tę noc czuwania, gdy Ojciec Święty pielgrzymował do Ojca, już się nie lękaliśmy. Wszyscy otwieraliśmy drzwi Chrystusowi. Otwieraliśmy drzwi naszych serc, naszych świątyń, domów, szpitali i instytucji państwowych. Tak wiele zrozumieliśmy. Tej nocy, świat stał się wielkim wieczernikiem. Papież odchodził otoczony różańcem ludzkich serc. Nikt nie wstydził się łez, nikt nie krył wzruszenia. W tym momencie Ojciec Święty oddalając się od nas, zdawał się mówić za Chrystusem: „…nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” ( Łk 23,28 ). Bo przecież tak jak Chrystus, przeżywał swój Wielki Piątek. Ukazywał nam, że cierpienie ma sens. Ukazywał, że starość ma sens. Uczył nas przeżywania cierpienia, ofiarowania go za innych. Umierał pogodzony z wolą Bożą, wierny słowom Jezusa w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” ( Łk 22,42 ).

Jak trudno nam dzisiaj zawierzyć Bogu. Jak trudno zrozumieć, czego Bóg od nas wymaga i czego dla nas pragnie. Wielka modlitwa całego świata za powrót Ojca Świętego do zdrowia, a potem Jego odejście, uświadomiły nam, że Bóg ma wobec nas swoje plany i najlepiej wie czego w danej chwili nam potrzeba. Milczący, umierający Papież, przekazał nam swoje przesłanie, które miało nam tę prawdę ukazać. Prosiliśmy o cud i cudu doświadczyliśmy. Nie cudu uzdrowienia. Cudem były miliony ludzi z całego świata pielgrzymujące do Watykanu. Jak On pielgrzymował do nas, tak my w tej bolesnej chwili, pielgrzymowaliśmy do Niego.

 Powaga, rozmodlenie, wewnętrzna odnowa, pojednanie z Bogiem w sakramencie pokuty, milczące marsze ze świecami, udekorowane okna mieszkań, ogromna życzliwość i gesty pojednania. To takiego cudu dokonał Chrystus w naszych sercach. To o takim cudzie myślał zapewne Ojciec Święty w ciągu całego pontyfikatu. Spełniło się. Tylko czy na długo? Co dzisiaj w nas z tego duchowego uniesienia pozostało? Co zapamiętaliśmy z nauczania Jana Pawła II ? Niech każdy z nas w tym miejscu zrobi sobie szczery rachunek sumienia.

Wierzymy, że data śmierci świętego jest jego datą narodzin dla Nieba. Dzień śmierci Jana Pawła II który już 1 maja zostanie ogłoszony błogosławionym, był dla nas próbą  powrotu do świętości, do miłości Chrystusa i otwarcia się na drugiego człowieka przez wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry i wyznania. Do tego Papież zawsze nas nawoływał, mówiąc: „Świadomość, że Bóg nas miłuje, winna przynaglać do miłości ludzi, wszystkich ludzi bez wyjątku i bez żadnego podziału na przyjaciół czy wrogów. Miłość do człowieka to pragnienie prawdziwego dobra dla każdego. To troska także o to, by zabezpieczyć to dobro i odsunąć wszelkie formy zła i niesprawiedliwości”.

 Papież poprzez swoje ogromne cierpienie i śmierć,  przemówił do świata chyba jeszcze wyraźniej, jeszcze wymowniej, niż czynił to przez cały swój pontyfikat. Niewielu widzieliśmy w historii ludzi, którzy tak bardzo zmienili świat. Jan Paweł II uczynił to nie terrorem, przemocą, ale tylko siłą słowa. Jego odważne słowa zmieniły oblicze nie tylko naszej Ojczyzny, ale oblicze całej ziemi.

Ojciec Święty tak naprawdę spoczął po swojej śmierci nie w grobowcu w podziemiach watykańskiej Bazyliki, ale w naszych sercach. W naszych sercach, gdzie będzie żył wraz z Chrystusem, przy sercu Matki, której powierzył cały swój pontyfikat. Czy możemy mieć lepszą opiekę?

W godzinie swojej śmierci, do każdego z nas zwracał się Papież tak jak Chrystus do Piotra, słowami: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” ( J 13,36 ). I szykował się Pielgrzym do dalekiej wędrówki. Poukładał w podręcznym bagażu sprawy świata i swojej ukochanej Ojczyzny. Zabierał ze sobą cierpienia i smutek, biedę i brak pracy, samotność, tragedie i rozpacz. Zabierał ze sobą brak wiary i bluźnierstwa, zdrady, nienawiść i  zbrodnie tego świata. Jednak do dużego plecaka zapakował także ogrom dobra, miłości, modlitwy, łzy radości i wzruszenia, wszystkie ludzkie dobre uczynki. Kiedy zaszło już słońce, a mrok ogarnął ziemię, objął swoim wielkim, gorącym sercem cały świat, ściskając w geście pożegnania dłoń przyjaciela. Westchnął cicho: AMEN, odwrócił się w stronę nieba i odpłynął swoją Barką na ostatnią pielgrzymkę do Ojca.

Niech więc będzie naszym orędownikiem przed Bożym tronem ten, przy którego trumnie świat wołał: „SANTO SUBITO”.

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)