Twoja cześć, chwała… – rozważanie

eu1 Uroczystość Bożego Ciała. W tym dniu Chrystus opuszcza mury świątyń i wychodzi na ulice miast, na wiejskie drogi, ukryty w złotej monstrancji. Idzie po kobiercu kwiatów sypanych na drogę przez dziewczynki w białych sukienkach, a w powietrzu unosi się zapach kadzidła. Pod niebo wzbija się melodia staropolskiej pieśni z XVII wieku: „Twoja cześć, chwała / Nasz wieczny Panie / Na wieczne czasy / Niech nie ustanie…”.

Ciągle trudno nam zapomnieć widoku Ojca Świętego Jana Pawła II, zatopionego w głębokiej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Dawał nam swoją postawą przykład jak powinniśmy się modlić, jak powinniśmy adorować Jezusa ukrytego pod postacią białego chleba. Wspominając ze wzruszeniem drogiego naszym sercom Papieża, przeżywając naszą adorację Najświętszego Sakramentu w uroczystość Bożego Ciała, przenieśmy się myślami do Jego ukochanego Krakowa. Tam bowiem od średniowiecza obchodzi się doroczne święto Eucharystii jako najokazalszą i jedną z najważniejszych uroczystości kościelnych. Tam też przez wiele lat, procesjom przewodniczył Kardynał Karol Wojtyła. I jeżeli Boże Ciało w Polsce jest święcone wspanialej niż gdziekolwiek indziej w świecie, to tak samo można powiedzieć, iż w Krakowie obchodziło się to święto zawsze okazalej, niż gdziekolwiek w Polsce.

Wyobraźmy sobie olbrzymi pochód na tle rynku okolonego tonącymi w powodzi sztandarów, chorągwi, kwiecia i zieleni, w cieniu strzelistych wież mariackiego kościoła, starożytnych Sukiennic, wieży ratuszowej i starego zgarbionego pod brzemieniem wieków kościółka pod wezwaniem świętego Wojciecha. Przechodziły tędy długie szeregi bractw ze wszystkich krakowskich kościołów, zastępy zakonników, duchowieństwa, organizacji i związków kościelnych, kroczących obok niesionych na ramionach setek złocistych feretronów i wielobarwnych chorągwi. Wokół rozlegało się bicie dzwonów z królewskim dostojnym „Zygmuntem” na czele, słychać było muzykę i hejnały na wieżach, walenie w kotły i bębny, salwy z broni ręcznej i armat. Procesja taka przypominała raczej wymarsz na krucjatę lub paradę wojenną, niż procesję Bożego Ciała. Warto w tym miejscu nadmienić, że w dawnych czasach również królowie w otoczeniu rodziny, dworu i dostojników brali osobisty udział w procesji. Pięknym nawiązaniem do tej tradycji stało się w dniu 31 maja 1934 roku uczestnictwo w krakowskiej procesji Prezydenta R.P. prof. Ignacego Mościckiego. W okresie międzywojennym, uroczystości Bożego Ciała w Krakowie rozpoczynały się o godzinie 8 rano w Katedrze na Wawelu, pontyfikalną Mszą świętą celebrowaną w asyście prałatów i kanoników przez Księcia Metropolitę. Celebrans występował w czasie nabożeństwa we wspaniałej gotyckiej infule biskupa Strzemińskiego z połowy XV wieku z pastorałem biskupa Małachowskiego z drugiej połowy XVII wieku. W niebo płynęły strofy hymnu Krzyżowców, do słów świętego Tomasza z Akwinu, z melodią Adama z St. Victor:

Lauda Sion Salvatorem,

Lauda Ducem et Pastorem

In hymnis et canticis!..

Po nabożeństwie, przy dźwiękach „Zygmunta” procesja zstępowała z Wawelu na Podzamcze, ulicami: Kanoniczą i Grodzką ku rynkowi. Domy przybierano chorągwiami i kobiercami. W wielu domach płonęły świece. Pochód otwierały rzesze bractw kościelnych w starodawnych barwnych strojach, z chorągwiami i feretronami. Za nimi kroczyły sodalicje i związki religijne. Dalej postępowała kompania honorowa wojska ze sztandarem. Następnie duchowieństwo poprzedzone wielkim wspaniałym srebrnym krzyżem ze skarbca katedralnego, cennym zabytkiem gotyckim z XV wieku pochodzącym z Sewilli. Po bokach krzyża niesione były dwa wysokie srebrne świeczniki. W procesji kroczyli najpierw zakonnicy: Albertyni, Bracia Mniejsi, Dominikanie, Paulini, Kanonicy Regularni Laterańscy, Augustianie, Karmelici, Jezuici, zgromadzenia zakonne Redemptorystów, Salezjanów, Misjonarzy i innych. Za nimi kler świecki i kapituła katedralna. Dalej podążał ksiądz biskup sufragan w złotej kapie, pochodzącej z darów króla Batorego. Teraz dopiero poruszał się z wolna wielki złocisty baldachim, niesiony przez sześciu subdiakonów w białych tunicelach, poprzedzony krzyżem metropolitalnym. Pod baldachimem szedł Książę Metropolita w szatach liturgicznych prymasa Komorowskiego z XVIII wieku. W dłoniach niósł szczerozłotą monstrancję biskupa Piotra Gembickiego z roku 1647, klejnot złotniczy sztuki bolońskiej. Baldachim otaczała straż honorowa ułanów z dobytymi szablami, oraz chorągwie starożytnych cechów mieszczańskich. Za baldachimem kroczyli przedstawiciele władz państwowych i miejskich, profesorowie wyższych uczelni, starszyzna cechów, prastare Bractwo Kurkowe, oraz nieprzeliczone rzesze wiernych. Na rynku następowały uroczyste ceremonie przy pięciu ołtarzach. Po bokach ołtarzy stali zawsze jako straż honorowa przedstawiciele cechów rzeźników z ogromnymi mieczami z XVI wieku zdobnymi w bukiety kwiatów. Oprawę muzyczną stanowił 300 osobowy chór złożony z alumnów miejscowych seminariów i zakonów. Po odśpiewaniu Ewangelii przy czterech ołtarzach, następowała ceremonia przy ostatnim ołtarzu. Na koniec procesja tą samą drogą przez ulicę Grodzką powracała do katedry, śpiewając po drodze psalm Kochanowskiego: Kto się w opiekę… W katedrze, uroczystości kończył hymn: Tantum ergo…

Dzisiaj jest to już historia. Nie żyją uczestnicy tamtych krakowskich procesji, nie żyje już Ojciec Święty Jan Paweł II. Jednak nadal jak każdego roku, szliśmy za Chrystusem Eucharystycznym przez ulice naszych miast i wsi, z czystymi sercami i pieśnią na ustach. Pokażmy światu, że Polacy ciągle są wierni Bogu i Ojczyźnie. Nieśmy w naszych sercach Chrystusa Eucharystycznego i obraz skupionego, rozmodlonego Papieża Polaka.

 

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)