Chrystus Król Wszechświata

Dscf3880Dzisiejsza niedziela poświęcona jest Chrystusowi Królowi Wszechświata. Kończy się kolejny rok liturgiczny w Kościele. Za tydzień będziemy już przeżywali pierwszą niedzielę Adwentu. Poświęćmy więc dzisiejsze rozważania Chrystusowi i przybliżmy sobie pojęcie królestwa Bożego.

Bóg poprzez różne wydarzenia, a zwłaszcza przez proroków obiecywał, że w „czasach mesjańskich” wybawi człowieka. Kiedy czas się wypełnił, Bóg zrealizował swój odwieczny plan. „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty (…) abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” ( Ga 4,4-5). Potwierdza to Jan Ewangelista mówiąc,: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. (…) Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Tak więc odwieczne Słowo Boże stało się człowiekiem. Potomek Abrahama i Dawida został włączony w ludzką historię. Swoją ziemską działalność Jezus Chrystus rozpoczął od głoszenia i przybliżania ludziom Królestwa Bożego:

„Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa…” ( Mt 9,35). Jezus twierdził, że zapowiadane przez proroków królestwo Boga zaczęło się właśnie w Jego działalności i w Jego nauczaniu. Wymiar duchowy i religijny królestwa, podkreślał św. Jan Ewangelista w opowiadaniu o męce Pańskiej, gdzie Jezus zwracając się do Piłata, mówił: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” ( J 18,36). Dzięki Jezusowi Chrystusowi królestwo Boże jest obecne już tu na ziemi i realizuje się w życiu tych, którzy poszli za Nim. Królestwo Boże to uwolnienie człowieka z niewoli szatana, zła i grzechu. To także realizacja planów Bożych wobec człowieka, jego powrót do Boga i poddanie się woli Bożej. Według Jezusa nie ma na świecie takiej wartości, której człowiek nie powinien poświęcić dla zdobycia królestwa Bożego. Jak tego dokonać? To proste. Jezus mówi do nas „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Pierwszym więc i najważniejszym warunkiem jest nawrócenie, wejście na drogę myślenia i postępowania, które będzie zgodne z nauką Chrystusa, bowiem: „Nie każdy, który Mi mówi: < Panie, Panie! >, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” ( Mt 7,21). Jeżeli tak jest, jeżeli droga która prowadzi do królestwa Bożego jest tak wyraźnie zarysowana, czytelna i oczywista, to dlaczego ludzie odrzucają Jezusa? Czy nadzieja życia wiecznego, wieczna miłość i nieśmiertelność, nie są człowiekowi do niczego potrzebne? Spróbujmy odnaleźć przyczyny dla których odrzuca się Jezusa, często z pogardą cynizmem i nienawiścią.

Już duchowi przywódcy Narodu Wybranego odrzucili Jezusa, ponieważ Jego twierdzenie, że jest Synem Bożym, nie odpowiadało ich wyobrażeniu Boga. Odrzucano więc Go w imię religii. Także w czasach działalności Apostołów, kiedy np. święty Paweł głosił naukę o zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie, wielu nie zgadzało się z jego nauką. Była ona bowiem niezgodna z ich poglądami filozoficznymi: „Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: < Posłuchamy cię o tym innym razem >” ( Dz 17,32). Współcześnie również odrzuca się Jezusa Chrystusa z różnych powodów. Najczęstszym źródłem odrzucania Jezusa jest dzisiaj ateizm. Jak czytamy w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym: „…Kiedy bowiem jedni przeczą wyraźnie istnieniu Boga, inni uważają, że człowiek w ogóle nic pewnego o Nim twierdzić nie może. (…) Wielu, niewłaściwie przekroczywszy granice nauk pozytywnych, usiłuje albo wszystko tłumaczyć tylko drogą naukowego poznania, albo też przeciwnie, nie przyjmuje istnienia żadnej w ogóle prawdy absolutnej” ( KDK 19 ). Niestety jednak także wielu chrześcijan posiada bardzo słabą znajomość swojej wiary. Powstaje więc pytanie, czy odrzucają Boga Ojca i Chrystusa, czy tylko fałszywe pojęcia i wyobrażenia. Trafnie podsumowuje ten problem pisarz rosyjski Lew Tołstoj: „Jeśli jakiś pierwotny człowiek przestaje wierzyć w swego drewnianego boga, nie oznacza to, iż nie ma Boga, lecz tylko tyle, że nie jest On z drewna”.

Dzisiaj również poważny problem stanowią ludzie mówiący o sobie, że są < wierzący ale nie praktykują >, ludzie odrzucający Chrystusa, bo im < przeszkadza > w realizacji planów życiowych, ludzie którzy oddzielają Chrystusa od Kościoła. Wybierają pozorne szczęście, zanurzając się w dobrach doczesnych, gdzie Bóg nie jest im do niczego potrzebny. Również zagmatwane koleje życia często oddalają ludzi od Boga, bo w ich rozumieniu przykazania są zbyt trudne do przestrzegania i całkowicie nieżyciowe. Na potwierdzenie powyższych słów przytoczę konkretne świadectwa ludzi, którzy zagubili się gdzieś na ścieżkach swego życia: „A więc dlaczego odszedłem? Bo doszedłem do przekonania, że religia, a przede wszystkim instytucja Kościoła są absolutnie w moim życiu niepotrzebne i bez tego <balastu> mogę spokojnie i szczęśliwie żyć”. „Dawniej byłem wierzący z tradycji. Teraz nie mam czasu – szkoła, praca, warunki życiowe ( od kilku lat żyję z drugą żoną po ślubie cywilnym )…”.

Straszne to świadectwa. Czy zatem świat współczesny nie potrzebuje Chrystusa? Można odnieść takie wrażenie. Jednak należy w tym momencie stwierdzić, że: „Człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem a złem, między światłem a ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny o własnych siłach zwalczać napaści zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami. (…) W ciągu całej ludzkiej historii toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęła się ongiś u początku świata, trwać będzie aż do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie” ( KDK 13 i 37 ). Na szczęście w tej walce nie jesteśmy osamotnieni. Jezus wychodzi naprzeciw tej najgłębszej potrzebie człowieka. Chrystus Pan przyjmując chrzest od Jana stanął pośród grzeszników, ludzi słabych i zagubionych. W kuszeniu na pustyni, w śmierci i zmartwychwstaniu zwyciężył dla nas zło i szatana. Jednocześnie otworzył przed nami możliwości czynnego współdziałania w Jego zwycięstwie. Czy więc jesteśmy gotowi jak kiedyś Maryja, odpowiedzieć Jezusowi na Jego zaproszenie do współdziałania w realizacji dokonującego się dzieła zbawienia?

Święty Rafał Kalinowski powiedział: „Ten się Bogu podoba, komu się Bóg podoba”. Pochylmy więc dzisiaj głowy przed naszym Królem, który nie przyszedł na świat by Mu służono, ale aby służyć.

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)