Przyjął ciało z Maryi Dziewicy – rozważanie

Kończy się czas adwentowego oczekiwania na przyjście Pana, w adwentowym wieńcu palą się już cztery świece. Nadchodzi tak długo oczekiwany dzień. Maryja porodzi swego pierworodnego Syna, któremu nada imię Jezus. W dzisiejszej Ewangelii, słyszymy bowiem znamienne słowa wypowiedziane przez Maryję w obecności Anioła: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa” ( Łk 1,28 ).

Ludzkość boleśnie doświadczona przez grzech, od dawna oczekiwała na zbawcze działanie miłosiernego Boga. Bóg wypełnił swoje zbawcze obietnice. Zrealizował swój odwieczny plan: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, (…) abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” ( Ga 4,4-5).

Musimy więc przyjąć z radością wspaniałą nowinę, że: „On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Co to oznacza dla nas? Widzimy, że Syna Bożego przyjęła z miłością Maryja, prości ubodzy pasterze, ludzie prawi i pobożni – Symeon i Anna, oraz wszyscy oczekujący wypełnienia się obietnic Bożych. Również Mędrcy-poganie idąc za gwiazdą, poszukiwali prawdy.

Dzisiaj jednak z przerażeniem stwierdzamy, że Chrystusa odrzucają nawet ludzie którzy przyznają się do chrześcijańskich korzeni, przyjęli sakrament Chrztu świętego i wychowali się w rodzinach w których wiara była prawdziwa i głęboka. Nie dziwmy się więc, że Chrystusa odrzucają ci, dla których Dobra Nowina o Jego narodzinach jest niewygodna, burzy ich plany życiowe i podważa ich zapatrywania. Chęć ułożenia sobie życia bez Boga, tłumienie wyrzutów sumienia, materialistyczne spojrzenie na życie, wszelkie zło-to wszystko sprzyja odrzucaniu Dobrej Nowiny. Dlatego dzisiaj często brakuje dla Chrystusa „miejsca w gospodzie”, zamknięte są często przed Nim drzwi naszych domów i nasze serca. W mediach, w życiu publicznym, święta Bożego Narodzenia kojarzą się tylko z krzykliwą reklamą, zakupami, zewnętrzną otoczką-blaskiem kolorowych światełek, prezentami, konsumpcją, z „magią świąt”. Wstydliwie przemilcza się to, co w tym czasie jest najistotniejsze-narodziny Syna Bożego. Słowo: Boże Narodzenie staje się jakimś pustym słowem, zewnętrzną tradycją świecką. W dzisiejszym świecie wszystko się ludziom pomieszało. To co materialne eksponuje się bardzo mocno, minimalizując to, co duchowe.

Jednak ze spokojnym sumieniem także niewierzący i ludzie żyjący daleko od Boga, zasiadają do wigilijnej wieczerzy, śpiewają kolędy, a nawet idą na pasterkę. Bo to przecież tradycja. Serca jednak pozostają zamknięte przed nowo narodzonym Jezusem. Jak to zrozumieć? A przecież, szukając na niebie betlejemskiej gwiazdy, powinniśmy zaśpiewać: „Pan Jezus już się zbliża, Już puka do mych drzwi, pobiegnę Go przywitać, z radości serce drży. O szczęście niepojęte, Bóg sam odwiedza mnie”. Musimy mieć tego świadomość. Przecież to sam Bóg przychodzi do nas ułomnych, grzesznych ludzi. Nie możemy żyć bez Niego. Dzięki temu, w walce między dobrem a złem człowiek nie jest pozostawiony sam sobie. Jezus przyjmując chrzest w Jordanie stanął pośród grzeszników, pośród ludzi słabych, stając się jednym z nas. W kuszeniu na pustyni, w śmierci i zmartwychwstaniu, zwyciężył dla nas zło i szatana. Tak niewiele potrzeba, by godnie przywitać przychodzącego na świat Mesjasza. Odrobina dobrej woli, otwarcie się na miłość, wzbudzenie w sobie żalu za grzechy, szczera spowiedź, a serca nasze same otworzą się na Chrystusa. Wtedy nasze serca zastąpią Mu zimną, niewygodną grotę betlejemską. Jezus wzywa wszystkich-wierzących i niewierzących, aby się do Niego przyłączali i rozpoczynali skuteczną walkę ze złem. Największe bowiem zagrożenie płynie dla nas nie od nieprzyjaciół, nie ze świata, ale z nas samych.

Musimy więc się sprężyć, aby wytrwać w dobrym, nie poddać się duchowemu lenistwu, zniechęceniu, gniewowi, nienawiści, zazdrości. Sobór Watykański II naucza: „Człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłem i ciemnością (…) W ciągu całej ludzkiej historii toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęła się ongiś u początku świata, trwać będzie aż do ostatniego dnia, według słowa Pana” ( KDK 13;37).

Możemy w tym miejscu powiedzieć za świętym Pawłem: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który jest we mnie” ( Rz 7,19-20).

Stańmy więc w wigilijny wieczór w zamyśleniu przed Świętą Rodziną, zapatrzeni w migocącą betlejemską gwiazdę, pochylmy z pokorą nasze głowy uznając przed Jezusem nasze słabości. Radość którą zwiastował Anioł pasterzom, których „Chwała Pańska zewsząd oświeciła”, niech będzie przez nas przeżyta w szczególny sposób w obrzędach i spotkaniach rodzinnych całego okresu liturgicznego. W czas Bożego Narodzenia kiedy staniemy przed Świętą Rodziną biorąc z Niej przykład, stwórzmy w naszych rodzinach atmosferę prawdziwej miłości, radości i pokoju, oraz klimat jaki panował w Tamtej Rodzinie. Niech biały opłatek którym będziemy się dzielili w tym czasie z wieloma, będzie dla nas symbolem prawdziwej miłości, a życzenia które sobie złożymy, niech zawsze będą szczere i prawdziwe. Niech Bóg na nowo narodzi się w naszych sercach i zamieszka w nich na zawsze.

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)