Artykuł o Jubilacie, ks. Jarosławie…

Super Express USA (23-24 czerwca 2012) zamieścił artykuł o księdzu Jubilacie, ks. Jarosławie Lawrenz, który obchodzi swoje 25 lecie kapłaństwa. Artykuł można znaleźć poniżej w formie pdf oraz jpg.ARTYKUL Z SE w pdf

 

 

TEKST KSIĘDZA JAROSŁAWA:

1. Bardzo proszę napisać kilka sów o sobie, od kiedy ksiądz jest w parafii. Jak ksiądz tu trafił. Tak żeby przybliżyć swoją osobę czytelnikom „ Super Expressu”

Czy pamiętacie taki wierszyk Jana Brzechwy: „Proszę państwa oto miś….”. Prezentacja samego siebie zawsze mi trochę przypominała klimat tego wierszyka. No, ale nikt lepiej mnie nie zna jak ja sam. I może to jest bezpieczniejsze rozwiązanie, żeby czegoś nie dodać, albo żeby nie pomieszać faktów. To, że pracuję w parafii na Brooklynie św. Stanisława Kostki zawdzięczam przynależności do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo. Od 1922 do dnia dzisiejszego opiekę duchową nad parafią podjęli księżą z tego Zgromadzenia. A gdzie jest w tym historycznym zawirowaniu moja historia. Otóż od 2000 roku do 2004 posługiwałem ludziom na Haiti. Wiem, że pojawi się pytanie: No tak, gdzie Karaiby, a gdzie Nowy Jork? Jak to mówią: ”Co ma piernik do wiatraka”. A jednak. W 2003 roku zostałem zaproszony przez ówczesnego ks. Proboszcza greenpoint’ciej parafii do wygłoszenia rekolekcji z okazji Adwentu. I kiedy w rok później tzn. 2004 wracałem po skończonej mojej misji na Haiti do Polski, poproszono mnie, abym zdecydował się podjąć nową „Bożą przygodę” w regionie, gdzie pracują Polscy Misjonarze tzw. Nowej Anglii. Nie łatwo było zaakceptować tę propozycję. 10 lat pracy w Afryce w Zairze, 4 lata na Karaibach i znów nowy kraj, nowa kultura, nowy język. Ufff! Moi rodzice określają to tak: trzeba być walnięty, …. łaską Bożą. I tak się to zaczęło, od 2006 roku jestem na ziemi Ameryki Północnej.

2. Jak ksiądz z perspektywy 25 lat posługi kapłańskiej postrzega wiernych. Jest ich coraz mniej, więcej. Mają inne problemy niż kiedyś mieli?

Na to pytanie nie jestem w stanie uczciwie odpowiedzieć, bo moje 25 lat kapłaństwa rozciąga się w geograficznej przestrzeni między kontynentem europejskim, afrykańskim i amerykańskim. Nie jestem księdzem jednego miejsca. Mój pobyt na Greenpoint’cie to tylko czas czterech lat. Niestety matematyka jest brutalna, ale prawdziwa. I jeżeli chodzi o liczbę uczestniczących w życiu parafialnym w 2006 i patrząc na dzień dzisiejszy niestety trzeba stwierdzić respektując prawo dodawania, że jest coraz mniej ludzi w naszej świątyni. Ale mam nadzieję, że nie skłamię, jeżeli powiem, że nie oznacza to, że jest to wynikiem odchodzenia od Kościoła. Z różnych powodów polska emigracja opuszcza Greenpoint. Jednak jak bardzo cieszy, kiedy tych ludzi widzi się w kościele czy na Maspeth czy Ridgewood. Jest też wyraźnie znacząca część powracających do Ojczyzny – Polski.

Druga część tego pytania dotyczy struktury duchowej tych, którzy przychodzą do kościoła. Może zanim odpowiem na to pytanie techniczne porównanie. Myślę, że znany jest lub ze starych fotografii lub filmów rower dawnych czasów z przednim wielkim kołem i tylnym malutkim. Dzisiaj, jak to się mówi w slangu młodzieżowym, rowery są pełne „bajerów”: resory, przerzutki tylne i przednie, kształt siodełka itd. Ale w istocie rower jest ten sam i zasady poruszania się jednośladem nie zmieniły się. Wracając do naszej odpowiedzi na zadane pytanie. Tak, problemy ludzi zmieniły się, ale próba zrozumienia: jak żyć z nimi, aby pozostać chrześcijaninem, nie zmieniła się. Pytanie skierowane do Jezusa przez uczonego w Prawie:” Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”(Łk 10:25) wciąż jest zadawane przez tych, którzy przekraczają próg kościoła św. Stanisława Kostki. Tak jak kiedyś, tak i dzisiaj. I za każdego, którego stać na odwagę tego pytania, dziękuję każdego dnia Bogu.

3. Proszę powiedzieć jaki ma ksiądz sposób na zachęcanie młodych wiernych do uczestnictwa w nabożeństwach. Czy w dobie Internetu łatwo jest „przyciągnąć” do kościoła nastolatków?

Pytanie trudne. Bo bez „picowania”(mam nadzieję, że zrozumiałe wyrażenie?!) – nie jestem księdzem młodzieżowcem. I szczerze podziwiam tych kapłanów, którzy mają dobry kontakt z młodzieżą. Może, żeby siebie trochę usprawiedliwić, aby nie nabawić się kompleksów, staram się w kontaktach z młodzieżą, aby być autentyczny czyli wierny temu co wyznaję. Nie silę się na robienia z siebie „osiemnastki” kiedy mój życiowy kalendarz za kilkanaście dni oznajmi moje 50 lat. Mam spotkania z młodzieżą i staram się, aby mój przekaz był dla nich prowokacyjno-refleksyjny. Unikam wspierania moich argumentów stwierdzeniem: „za moich czasów”. Te wspomnienia zachowuję dla tych, którzy są pokoleniem wyżu demograficznego lat sześćdziesiątych. Bardzo i to bardzo chciałbym im tzn. młodym pomóc być chrześcijaninem w ich czasach. Dlatego staram się o katechezę audio-wizualną, zapraszam osoby z ich środowiska, aby dały świadectwo na „długości eteru” ich świata. Jednak kiedykolwiek oglądam filmy dokumentalne ze spotkań błogosławionego papieża Jana Pawła II z młodzieżą zadaję sobie pytanie co jest kluczem jego autorytetu przy jednoczesnej ogromnej różnicy pokoleniowej? I z pokorą muszę stwierdzić On był dla nich (dla nas, bo jestem pokoleniem JPII) ewangeliczny tzn. autentycznym świadkiem Dobrej Nowiny Chrystusowej.

4. Co jest najtrudniejsze w posłudze kapłańskiej?

Bardzo potrzebna jest nam zgoda na prawdę zawartą w stwierdzeniu: „Księża to nie są sklonowane Anioły!” Jest taki piękny tekst na ten temat w Nowym Testamencie z Listu do Hebrajczyków: „ Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. I ze względu na nią powinien jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy.”(Hbr 5:1-3) Pokuśmy się o trochę frywolnym komentarz, że księża mogą być fatalnymi kierowcami; mogą być afonami (tzn. totalne antytalencie muzyczne), że aż figurki spadają w kościele jak śpiewa. Albo z „innej beczki” mogą być doskonałymi kucharzami, albo znać się doskonale na wynikach meczy w Bundeslidze. Jednak to wszystko jest mało istotne. Proszę zauważyć, kiedy kapłan sprawuje sakramenty. W najistotniejszych momentach każdego z nich, używa formy pierwszej osoby liczby pojedynczej np. Ja ciebie chrzczę…., albo … i Ja odpuszczam tobie grzechu. Kapłan daje siebie Chrystusowi, który zbawia człowieka. Bardzo mądrze ujmuje się istotę kapłaństwa mówiąc o nim po łacinie: Alter Christi albo in Persona Christi. I w tym momencie mogę odpowiedzieć na pytanie. Najtrudniejsze jest być odpowiednim narzędziem w historii zbawiania ludzkości. Albo inaczej mówiąc bardziej obrazowo kapłan to jak witraż. Jeżeli pozwoli przeniknąć się promieniom słońca to będący w kościele doznaje piękna gamy kolorów.

5. Z jakimi problemami boryka się parafia?

Parafia to jak rodzina. Potrzeby zaznacza życie codzienne od materialnych po duchowe. I jedne i drugie przenikają się i mają na siebie wpływ. Pamiętam jak w Afryce na początku mojego pobytu chodziłem po wioskach ze starszym misjonarzem. I zawsze kiedy spotykaliśmy się z ludźmi/chrześcijanami z wiosek gdzie nie było jeszcze pobudowanego miejsca kultu, pytano nas kiedy pomożemy im pobudować kaplicę. Obserwowaliśmy tę prawidłowość, że kiedy udało się zbudować Dom Boży, to więcej ludzi angażowało się w życie religijne tej wioski. Kiedy pracowałem w Concord NH, na spotkaniu ks. Biskupa z ludźmi na temat zamykania kościołów, ktoś z uczestników spotkania powiedział: ”że ludzie miasteczka płaczą kiedy zamyka im się szpital albo kościół”. Każda istniejąca świątynia, to nie tylko równo poukładana cegła. To historia ludzi, którzy we wspólnocie ludu wiary chcą spotkać się z Bogiem. Każdego duszpasterza największą troską jest, aby parafia była żywą wspólnotą, a nie reanimowaną przypadkową zbieraniną. Cieszy nas, bo świadomie to piszę w imieniu wspólnoty księży z „Kostki”, kiedy parafianom zależy, aby nasz kościół-parafia był atrakcyjny przede wszystkim w sensie duchowy, ale także cieszy wystrój zadbanej świątyni. Niech mnie Bóg broni, abym miał kiedyś dożyć takiej chwili, gdy ta świątynia będzie świeciła pustkami.

6. A marzenia jakie ksiądz ma? Czy już wszystkie się spełniły?

Tak mam i to nawet niezły asortyment. Ale jest to świat niedostępny dla publiki.

7. Na uroczystości 25-lecia posługi kapłańskiej rozwiałam z wieloma wiernymi i jednogłośnie mówili , że to właśnie „u Kostki” są najpiękniejsze komunie i wszystkie inne ceremonie. Proszę zdradzić receptę na taki sukces?

Fajnie, że tak mówią. Ale jest takie polskie określenie: ”każda myszka swój ogonek chwali.” Chociaż z drugiej strony fałszywa pokora też jest niedobra. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na bardziej istotną sprawę. Liturgia, czy jak pani to ujęła – ceremonie, to nie jest religijny show. Msza św. z super chórem i bez niego ma taką samą wartość duchową. Przed tą pokusą oszukańczego makijażu w Kościele musimy się bardzo bronić. Jednak kiedy zrozumiemy istotę proroczą każdej posługi w Kościele, zrozumiemy ważność każdego zaangażowanego w liturgię. I tego małego ministranta we właściwym miejscu dającemu znać dzwonkami, że na ołtarzu dokonuje się coś bardzo ważnego; I chórzysty, który darem swego głosu otwiera naszą duszę na misterium. Mam w tym momencie, bo czas moich wspomnień tych minionych 25 lat, takie dwa obrazy z przeszłości przed oczyma: kiedy moja mama z taką starannością prasowała moją komżę (liturgiczny strój ministranta) kiedy służyłem w mojej rodzinnej parafii w Bydgoszczy. A później 120 pouczeń jak mam zachowywać się przy ołtarzu, była lepsza niż mój ksiądz Opiekun. I kiedy pracowałem w lesie tropikalnym na Równiku wśród bardzo biednej ludności i widziałem jak matki chłopcom prasują spodnie w tzw. kancik, żelazkiem na duszę czyli wrzucało się rozpalony węgiel drzewny do środka metalowej obudowy, kiedy szli na msze św. niedzielną. Kościół to ze wszechmiar wyjątkowe miejsce. I jeżeli uszanujemy Jego świętą niepowtarzalność to możemy mówić o sukcesie, czy to u św. Stanisława Kostki na Greenpoint’cie, czy gdzieindziej.