Rozważanie na DZIEŃ ZADUSZNY

znicz“Odwiedź swoje umarłe w ich odświętnej dobie. Uczcij blaskiem światełek, złóż kwiaty na grobie. Tych odwiedź, których cienie w zaświatowej dali, których ty miłowałeś, którzy cię kochali. Zmów za nich kornie pacierz, poleć łasce Pana. Lecz chociaż dusza twoja boleścią znękana, nie płacz nad ich odejściem, marnym dni rozbiciem. Oni zmarli, lecz żyją, tylko innym życiem.”

Skupieni w modlitewnej postawie pójdziemy w stronę świętego miasta, miasta umarłych, chociaż wszystko takie smutne i takie ponure, równocześnie jest nam takie bliskie. Bliski nam marmur, bośmy go łzami skropili. Bliski nam kwiat, bośmy go tam posadzili. Bliska nam ziemia, bo kryje w sobie bliskie nam serca: ojca, matki, żony, męża, siostry, brata. Otoczymy wokoło mogiły najbliższych, zapalimy światła, uklękniemy ze czcią na cmentarnej ziemi, odkopiemy myślami warstwy zleżanej gliny, przylgniemy sercem do tych, którzy odeszli i śpią snem spokojnym i popłynie serdeczna rozmowa żywych z umarłymi. Taka serdeczna i taka rzewna, iż z niejednych oczu popłyną łzy. O tak, popłyną łzy.

Zapłaczecie kochani rodzice nad mogiłami waszych dziatek, kiedy przypomnicie sobie ich roześmiane twarze, wasze rozstanie, wasz daremny na pozór trud rozstania. Zapłaczecie gorzko dziś, wy biedne sieroty, na wspomnienie zastygłego serca matki i ojca, na wspomnienie waszej poniewierki po cudzych progach. Zapłaczesz ty ojcze, który przed kilkoma dniami odprowadziłeś swoją córkę i powiedziałeś, ze łzami słowa – „o jakie to było dobre dziecko”. Zapłaczesz ty, która przed kilkoma dniami żaliłaś się, że ci zamordowano matkę. Zapłacze ten syn, który niedawno płakał przede mną i wypowiadał te słowa: o co ja bym dał gdybym mógł jeszcze raz zobaczyć swoją mamę. Oddałbym wszystko i zostałbym w jednej koszuli. Zapłaczą dziś i małżonkowie, gdy spojrzą na obrączkę ślubną, gdy wspomną przysięgę małżeńską, gdy wspomną przeżyte we dwoje zgryzoty i radości, gdy wspomną śmierć jednego z nich, która ich rozłączyła. Oj, w niejednym oku perlić się będą łzy.

A potem odezwie się zimny grób, jako największy na ziemi mędrzec. Każdemu powie: zatrzymaj się wędrowcze i pomyśl. Każdemu powie, co innego. Niedowiarkowi wskaże grób matki i powie: Przyłóż do ziemi ucho, a usłyszysz jej skargę: Synu mój. Z czym przychodzisz dziś do mnie? Z pękiem kwiatów w ręku? Ze świecą i łzami w oku? Odejdź. Szkoda twoich łez. Milszy mi szelest spadających liści. Milszy mi świst wiatru uderzającego o ramiona krzyża niż twoje łzy. Zawiodłeś moje nadzieje. Podeptałeś moje ostatnie słowa – bądź wierny Bogu i Ojczyźnie. Gdzie ten medalik, który zawiesiłam na twych piersiach? Wyrzuciłeś precz. Odejdź! Ty powiadasz, że Boga nie ma? To powiadasz, że życie pozagrobowego nie ma? Masz odwagę uśmiercić swoją matkę? Stoisz nad moim grobem i wmawiasz w siebie, że moje oczy wpatrzone kiedyś w ciebie zgasły na wieki? Wmawiasz w siebie, że moje serce kochające cię do ostatnich granic przestało bić na wieki? Pomyśl! Rozglądnij się wokoło i czytaj napisy: Tam leży nauczycielka. Pięćdziesiąt lat naginała młode serca do prawdy, do piękna, do dobra. I jej męka, jej wiedza przepadły na wieki? Tam leży lekarz. Całe życie czuwał nad łożem chorych. I jego poświęcenie przepadło na wieki? Tam leży generał, zasłużony bohater, który zginął w obronie ojczyzny. I jego zasługi przepadły na wieki? Tam leży kapitan. Stargał swoje siły wśród wiernych. I jego modlitwy przepadły na wieki? Nad moją mogiłą Chrystus na krzyżu rozciąga ramiona i jego męka przepadła na wieki? Nigdy. Chrystus wyraźnie powiedział, „kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie na wieki”. I ja żyje na wieki. Nie wierzysz? Odejdź. Szkoda twych łez. Na drogę rzucę ci słowa z cmentarza w Bydgoszczy: „Duch mnie zawsze z tobą łączy. Niechaj wiara ta cię wspiera. Nieskończone się nie kończy. Nieśmiertelne nie umiera.”

Przechodniu! Zatrzymaj się i pomyśl, odezwie się dziś grób do zagniewanych. Tu grób waszego życia, klęczycie razem, modlicie się razem tylko nie rozmawiacie ze sobą razem, bo „tatuś nie zważyli ziemi na wadze tylko podzielili zagony miedzą i podobno jedno dostało skibę ziemi więcej”. Oglądnij się. Widzisz, jaka tu wokoło równość? Jaka tu wszędzie zgoda? Metr szerokości, dwa metry długości – wystarczy. Poza granicami śmierci – skiby nie przejdą. Przejdzie tylko dobry czyn zrodzony z miłości w zgodzie. Nie wierzysz mnie? Posłuchaj Chrystusa „nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, ale w niebie.”

Przechodniu zatrzymaj się i pomyśl – odezwie się dziś grób do wszystkich roześmianych panienek i kawalerów. Zatrzymajcie się. Tak tylko na trochę, bo brak wam czasu. Tam muzyka gra skoczne melodie. Tam sprzedają bilety do kina. Tam schadzka zaplanowana. To znowu ważny mecz. A więc, tylko chwilę rozglądnij sie i pomyśl. Tu na tym grobie w Przemyślu widnieje fotografia, Młodziutka roześmiana panienka. Uczennica czwartej klasy gimnazjalnej. Jedynaczka. Umarła. A tam, kto? Komu to na grobie w Jaśle umieścili symbol szybowca? To młodziutki Włodzimierz Makoś, który zginął w czasie próbnych lotów. A tam leży kawaler, co tańcząc na zabawie polkę dostał ataku serca i umarł. A tam motocyklista, który rozbił się o drzewo przydrożne. A tam dwie siostry, studentki, co zatonęły na statku w czasie wycieczki na jeziorach mazurskich. O, ile tam takich panienek i kawalerów, wzięła w objęcia ziemia. Czy ty wiesz, że ciebie dziś lub jutro nie obejmie? Pomyśl, czy byłeś przed Bogiem tak roześmiany jak na sali tanecznej? Jeśli masz serce czyste, wierne Bogu i ludziom, to tak wesel się. Ale jeśli go zbrukasz, choćby jednym grzechem nieczystym, opuszczeniem Mszy Św. lub innym grzechem, los twój byłby straszny.

Przechodniu, zatrzymaj się. Czemu płaczesz? Czemu nie przebaczysz ziemi za to, że przemieniła w proch ciało najdroższej ci osoby? Czemu masz żal do Pana Boga? Nie rozpaczaj. Przyjdzie dzień, że przy końcu świata na głos Boży, to ciało wstanie z grobu i będzie jeszcze piękniejsze, jeszcze doskonalsze i będziemy, jak nas zapewnił Chrystus, „jak aniołowie niebiescy”. To prawda, że rozłąka na ziemi jest straszna ale trudno, skoro Bóg tak chce. Czytaj, co napisał zaręczony swojej wybranej na nagrobku Rakowickiego cmentarza w Krakowie: „Zawsze śmierć wyziera blada. Kwiat po kwiecie mrze, trudno wskrzesić to, co pada. Bóg tak chce. Prysło złudzeń marne koło. Zgasły oczy twe. Nad grób zimny schylmy czoło. Bóg tak chce.” Będzie trwać rozmowa żywych z umarłymi. Oby nie było nikogo, kto by nie słuchał głosu umarłych. Może tym głosem będą słowa pociechy: Nie płacz sieroto. Macocha cię krzywdzi, ale nie skrzywdzi cię Bóg. Może tym głosem będzie upomnienie: Córko gdzie twój mąż prawowity? Synu, gdzie twoja żona? Gdzie wasze dzieci? Przeklęta będzie ci ziemia, przeklęty będzie twój żywot. Oddaj, co nie twoje. Pojednaj się z sąsiadem. Wróć do Boga. Może tym głosem umarłych będzie błaganie: zmiłujcie się nade mną przynajmniej wy, przyjaciele moi, bo ręka Pańska mnie dotknęła. Zmiłujcie się, przyjdźcie mi z pomocą, bo cierpię męki wielkie w czyśćcowej oczyszczalni.

Bo Bóg tak chce, aby nic nieczystego nie weszło do Królestwa Bożego. Bo chociaż tutaj ciała nasze będą razem, los dusz ludzkich jest różny. Te dusze, które za życia gardziły Bogiem jak łachmanem, zostały wzgardzone przez Boga na wieki. Im już nic nie pomoże. Weszły w bramy piekła. Bóg ich nie skrzywdził. Przypominał tyle razy na kartkach Pisma Św., że nigdy nie może królować razem to, co święte i to, co przeklęte. 35 razy wołał słowami Pisma Św., czym jest piekło, a jeśli mimo to wybrały dusze drogę grzechu ciężkiego – ratunku dla nich nie ma. Kto ucieka od miłosierdzia – wpada w sprawiedliwość.

Ci, co odeszli z ziemi przyozdobieni szatą niewinności, których dusze błyszczą wyzłocone brylantami dobrych uczynków i cnot – też już nie potrzebują pomocy. Im oddał Pan dziedzictwo swoje, gdzie już nie błyszczy w oku łza, gdzie już nie szpeci twarzy smutek, gdzie szczęście i radość nigdy się nie kończy. Ale ci, co muszą oczyścić dusze z grzechów lekkich i plam pozostałych po grzechach ciężkich, ci muszą wykąpać się w cierpieniu pozagrobowym. Oni to czekają na naszą pomoc. Proszą nas słowami nagrobków: prosi o Zdrowaś Maryjo, prosi o modlitwę, proszą nas słowami Kościoła – zmiłujcie się nade mną przynajmniej wy przyjaciele moi. Tę pomoc obiecywaliśmy przy rozstaniu. Zapewnialiśmy, że nie zapomnimy o rocznicy, o modlitwie, o wypominkach, o Mszy Św.

Zatrzymajmy się dziś i pomyślmy o pomocy dla tych, którzy odeszli. Na naszą pomoc czekają nie tylko nasi najbliżsi ale i ci których już nikt nie pamięta. Na naszą pomoc czekają też bohaterowie naszej Ojczyzny, dla których może zabrakło grobu. Ich kości bieleją gdzieś na dnie morskim. Ich kości rozsiane gdzieś na stokach Monte Cassino – a łączy je tylko krzyż i wspólny napis: dusze oddaliśmy Bogu o serce ojczyźnie. Na ich kościach założyła swoje fundamenty nowa Polska. Nad nimi dziś może tylko orzeł rozciąga swoje skrzydła.

Podzielmy serca nasze jak bochen chleba dla wszystkich, żeby nie było głodnych, żeby nie było spragnionych. Niech do tronu Bożego płyną nasze prośby i wieczny odpoczynek racz im dać Panie – Ojcom naszym; wieczny odpoczynek racz dać Panie Matkom naszym; wieczny odpoczynek racz dać Panie Mężom i żonom naszym; wieczny odpoczynek racz dać Panie Siostrom i braciom naszym; wieczny odpoczynek racz dać Panie Bohaterom Ojczyzny naszej; wieczny odpoczynek racz dać Panie kapłanom; wieczny odpoczynek racz dać Panie wszystkim potrzebującym pomocy. Wieczny odpoczynek racz dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.

A gdy rozmowa z zmarłymi dobiegać będzie końca, gdy im złożymy swą pomoc w ofierze, to na pożegnanie rzućmy im słowa: śpijcie. Świętym snem, śpijcie. Przyjdzie dzień, że i my zaśniemy i położymy się w waszym sąsiedztwie. Ale też przyjdzie dzień, że zbudzi nas Pan na życie wieczne i żyć będziemy razem szczęśliwi na wieki.

Rev. Jan Urbaniak, C.M.