Cierpienia, umartwienie, krzyż – refleksja na Wielki Post

„W krzyżu cierpienie w krzyżu zbawienie   /   W krzyżu miłości nauka  /  Kto Ciebie Boże raz pojąć może  /  Ten nic nie pragnie, ni szuka.”

Kiedy jednego z uczonych zapytano:, “ czym jest życie?” Odpowiedział: “ życie ludzkie to ustawiczne dźwiganie krzyża”. Trzeba przyznać, że w tym powiedzeniu nie ma przesady; życie ludzkie to ustawiczne dźwiganie krzyża. Moment, w którym się nam zdaje, że jesteśmy wolni od krzyża, to tylko chwilowe zdjęcie krzyża.

Wpatrując się w krzyż Zbawiciela, zapytajmy: co się kryje w naszym krzyżu? W krzyżu zawarte jest cierpienie. O tej prawdzie najmniej trzeba przekonywać. Wszyscy wiemy, że człowiek przychodzi na świat ze łzą w oku i umiera ze łzą w oku. Chociaż łza nie błyszczy w oku, to jednak jest ona w ustawicznym pogotowiu. Jakże wiele tego cierpienia w życiu ludzkim.   

Gdzie się tylko oglądniemy, wszędzie krzyż: tam matka w obozie powtarza bez przerwy imię dziecka, a jej tęsknota tak wielka, że wpada w obłąkanie i w obłędzie umiera. Tam odrywają ojca od mogiły dziecka. Tam młodzieniec zrozpaczony, zawiedziony miłością rzuca się w morze. Tam student tęskni do wolności i swobody, ale przykuwa go książka. Tam jeszcze w szpitalu chorzy. Tam rolnik idzie za pługiem, tyle przystanie, by się oglądnąć czy skiba równo się kładzie i by otrzeć rękawem pot z czoła. Tam górnik z trudem połyka pył węglowy. Tam kierowca leży w błocie pod samochodem, by go naprawić. Tam ktoś tęskni, tam ktoś się lęka, ktoś biegnie, ktoś umiera, ktoś płacze.

Zaprawdę, życie to dźwiganie krzyża. Jeden dźwiga z radością, drugi z buntem przeciw Bogu. Jeden dźwiga mężnie, drugi się załamuje i próbuje przez rozpacz, czy samobójstwo uciec od krzyża. Błędem jednak było by twierdzić, że w krzyżu jest tylko cierpienie i tylko nieszczęście człowieka. W krzyżu bowiem, nie tylko kryje się cierpienie, ale i zbawienie. Chrystus Swoim krzyżem wysłużył zbawienie dla wszystkich, albowiem wszyscy, którzy wyciągają po niego rękę będą zbawieni. Nasze zaś krzyże, to jakby oddzielenie się cząstki krzyża Chrystusowego cząstki przesyconej zbawieniem.

Ileż to ludzi krzyż skierował ku niebu. Wystarczy, że wspomnę inżyniera z Poznania. Kiedy przebywał z kapłanami w więzieniu upierał się, że on, jako niedowiarek ma racje. Aż dopiero krzyż odmienił jego myśli. Oto, gdy mu doniesiono o wypadku, w którym w czasie, gdy przebywali na Pojezierzu Mazurskim zatonęły dwie jego córki – studentki, nieochrzczone – mimo, iż inne osoby udało się uratować. Dopiero wtedy krzyż pomógł wypowiedzieć słowo – palec Boży. Iluż to niedowiarków z wojny nawrócił krzyż na wiarę! Ilu chorych skłonił do modlitwy, do ufności w Bogu! Iluż tonących na morzu wyciągnęło ręce ku niebu! Ilu wstrzymał od grzechu!

Ktoś porównał cierpienie do szczupaków. A wiecie, dlaczego? Otóż karpie są bardzo smaczne. Ja się zapytałem, ale cóż z tego? Lubią przesiadywać w mule i przesiąkają mułem. Hodowcy tych ryb puszczają między nie kilka szczupaków, które pędzą za nimi i nie pozwalają im leżeć, przez co chronią karpie od niemiłej stęchlizny. Podobnie Pan Bóg puszcza cierpienia po to, by nam nie pozwolić zagrzebać się w doczesności. Sam Chrystus zachęca nas do dźwigania krzyża, kiedy woła:, „kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. (Mk 8,34).

Buntujemy się na cierpienia. A cierpienie skraca nam męki czyścowe. Krzyż pomaga nam zachować przykazania. Krzyż pomaga przezwyciężać pokusy. Krzyż zmusza nas do żebrania o pomoc z góry. Krzyż uczy nas hartu. Za trudy i krzyże życia, oznaczeni honorowymi krzyżami bohaterzy, naukowcy, wielcy sportowcy. Stąd i katechizm rzymski powiada, że kto chce żyć według Ewangelii tego życie musi być krzyżem i męczeństwem. W krzyżu jest zbawienie.

Matka św. Melitona jednego z czterdziestu męczenników wrzuconych w jezioro zamarznięte, widząc, że syn jej jeszcze żyje zawołała głośno: “Synu mój bądź mężny i cierp jeszcze chwile. Oto już czeka na ciebie Jezus w bramach nieba”. Bądźmy i my mężni jeszcze chwile, nie odpychajmy krzyża, bo Chrystus krzyżem otworzył nam niebo i my z krzyżem musimy kroczyć za Nim. “W krzyżu miłości nauka”.

Spotkało się na polu bitwy dwóch martwych żołnierzy Francuz i Niemiec. Obaj walczyli przeciw sobie. A oto przed śmiercią zacisnęli ręce w uścisku przyjaźni i tak zasnęli na wieki. Na polu bitwy znaleziono dwóch żołnierzy z przeciwnych obozów, trzymali wspólnie jeden różaniec. Zjednoczyła ich wojenna poniewierka, nauczył ich miłości krzyż. Cierpienia chorych – uczą współczucia i ofiarności pielęgniarzy. Nędza żebraków obudzą miłosierdzie u przechodniów. Wspólne cierpienia łącza serca, wymieniają życzliwość.

Wspomnijcie ostatnia wojnę. Jaka była pomoc wzajemna, jakie było zrozumienie dla przesiedleńców, dla skazanych na śmierć, na wymarcie? Do dziś utarło się powiedzenie, że biedni, cierpiący mają najmniejsze serce w życzliwości i ofiarności, niż niektórzy bogaci, co nie doznali potrzeb i nie odczuli krzyża.

O tak! W krzyżu najlepsza miłości nauka. Skoro tak wiele korzyści kryje się w krzyżu, dlaczego „Kto Ciebie Boże raz pojąć może ten nic nie pragnie, ni szuka ”. Kto pozna wartości krzyża, ten nie tylko nie ucieka od krzyża, ale prosi Boga o krzyże na drogę żywota i nimi się raduje i z nich się chlubi? Tak się chlubi św. Paweł. Św. Ignacy prowadzony na śmierć przez pożarcie przez dzikie zwierzęta pisze z drogi do chrześcijan z Rzymu: “ świat niczym jest dla mnie. Lepiej mi umrzeć w Chrystusie. Pozwólcie mi naśladować w męce mojego Boga”. Król Węgierski św. Władysław sypiał na gołej ziemi. Św. Piotr Klawer trzykrotnie na noc biczował się do krwi. Św. Katarzyna ze Sienny całe noce klęczała na modlitwie. Ileż to plag zadali sobie święci dla Chrystusa.

A czy dzisiaj mało jest takich, którzy płaczą bez łez, którzy cierpią bez słowa skargi, którzy boleją bez żalu do Boga? Przykładem może być Magdalena XX wieku – Ewa Lavaliere, gwiazda Paryskiej sceny. Nawrócona oddaje się twardej pokucie, znosi heroicznie ciężką chorobę, umiera jak święta. Chłopcu przyprowadzonemu z ciemnego i zimnego lochu grożą: pójdziesz jeszcze raz do tej strasznej celi. Młodzieniec odpowiada spokojnie: Tam jest Bóg. W Bretanii do kościoła św. Anny w Auray przybyło tuż po wojnie 75 tysięcy więźniów wojennych. Na ofiarowaniu pątnicy złożyli symboliczną ofiarę ze swych cierpień: jedna grupa przyniosła do ołtarza krzyż oplątany drutem kolczastym, druga obciążony łańcuchami, trzecia obładowany narzędziami tortur, czwarta „Krzyż umarłych”- przyniosły go wdowy i matki.

I my nosimy takie krzyże. Jedne oplecione drutem pokus, przynosimy trudności, zgryzoty, drudzy obciążone kajdanami grzechów, nałogów; inni obciążone narzędziami cierpień, kalectwa, chorobą, a jeszcze inni krzyż umarłych, krzyż rozdarcia serc przez śmierć. Przynosimy je wszyscy często jak owi pielgrzymi do świątyni, dołączmy je do krzyża Chrystusowego. On swoim krzyżem otworzył nam niebo. On karze nam iść za Sobą z krzyżem, więc pójdźmy za Nim po szczęście bez granic.

 

ks. Jan Urbaniak