Jezus skazany – rozważanie na 2 niedzielę Wielkiego Postu

Jak pisałem w rozważaniach w ubiegłą niedzielę, Jezusa postawiono przed sądem nie po to, żeby badać i sądzić zgodnie z prawem i przepisami, lecz aby nadać pozory prawa wyrokowi, który wcześniej został wydany. Jezusa osądzono i wydano wyrok.

Piłat kazał Jezusa ubiczować, a potem wydał na ukrzyżowanie ( por. Mt 27,26; Mk 15,15 ). Bardzo krótko jest to powiedziane, bo przecież nawet najdłuższy opis nie byłby w stanie przedstawić całego okrucieństwa sceny biczowania. Po biczowaniu „żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę.

Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj, królu żydowski! Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie” ( Mt 27,27-30 ). Ileż w zachowaniu rzymskich żołnierzy cynizmu, sadyzmu, niewyobrażalnego okrucieństwa. Ile w końcu można znieść bólu, cierpienia i poniżenia. A jeszcze te oczy wpatrzone w skazańca, często zimne, pełne pogardy, bez cienia litości. Usta ukazujące radość, drwinę i zadowolenie z dobrej zabawy. Cierniowa korona Chrystusa była zadośćuczynieniem za grzech ludzkiej pychy.

Od początku świata człowiek słucha podszeptów szatana. Bo przecież „będziecie jak bogowie” – obiecywał wąż pierwszym rodzicom. Odtąd człowiek do dnia dzisiejszego wywyższa się ponad swój stan. Zamiast czynić sobie ziemię poddaną i mądrze korzystać z jej dóbr, niszczymy ją. Niszczymy własne przyjazne nam środowisko, „urządzamy” ten świat tak, jakby Boga nie było. Zaczynamy prowadzić życie przeciw Bogu. Taka pewność siebie usypia naszą czujność, jest tylko złudnym blaskiem siły. Zapominamy, iż bez Boga, bez cierniowej korony nałożonej na skronie Jezusa, jesteśmy nikim. Lubimy odnosić sukcesy. Lubimy żyć w chwale. Zapominamy, że największym sukcesem jest zwycięstwo nad samym sobą, opanowanie samego siebie, przezwyciężenie swoich słabości i nałogów. Zapatrzeni za bardzo w siebie, możemy jednak łatwo ulec złudzeniom na temat własnej doskonałości. Kiedy wydaje nam się, że osiągnęliśmy szczyt doskonałości, pobożności, łatwo możemy znaleźć się w roli owego faryzeusza, który mówił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie…” ( Łk 18,11 ).

Patrzmy na siebie przez pryzmat Boga i otwierajmy się z pokorą na drugiego człowieka. Pokora bowiem, to po prostu właściwe spojrzenie na siebie, na swoje życie, na swoje możliwości. Pokora pozwoli nam dostrzec nie tylko nasze zalety, ale i wady, pozwoli spojrzeć na siebie sprawiedliwie.

W tym miejscu wracamy do Jezusa. Pobity, zgnębiony przez oprawców, zostaje ukazany tłumom. Piłat donośnym, stanowczym głosem oznajmia: „ <Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy. > Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: <Oto człowiek>” ( J 19,4-5 ). Nie znajduję w nim żadnej winy. Czego jeszcze chcecie? Macie swojego króla! Otrzymał już swoją karę. Oto człowiek!

Kim jestem ja, którego zwą człowiekiem? Gdzie znajduje się prawda o człowieku? Człowiek zapytany o to kim jest – odpowiada: jestem kierownikiem, dyrektorem, ministrem, premierem, naukowcem; wymienia swoje funkcje, z którymi się utożsamia. Jednak jest to tylko to, co zostało do człowieka dodane. To jeszcze nie jest człowiek. Przecież o człowieku nie decyduje stanowisko, ale jego charakter, osobowość, kryteria moralne którymi się w życiu kieruje. Gorzej, gdy człowiek utożsamia się z tym co posiada. Liczy się wtedy nie on, ale to co posiada. W ten sposób pierwszym jego pragnieniem staje się nie „być”, ale „mieć”. Słusznie zauważa Jan Chryzostom Pasek: „Ludzi to u nas dużo – tylko o człowieka trudno”. Patrząc na historię świata, na wojny, konflikty, terroryzm, obozy koncentracyjne, nie raz można powiedzieć z przekonaniem: „Wstydzę się, że jestem człowiekiem”.

Jezus, ubiczowany, opluty, z koroną cierniową na głowie, nie miał powodu aby się wstydzić. W swym cierpieniu ukazał głęboką miłość do człowieka, przebaczenie i poświęcenie. Jezus wzywa nas dzisiaj do pełni człowieczeństwa mówiąc: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” ( Mt 5,48 ). Jak wynika z tych słów, człowiek stworzony na obraz Boga, musi być do Niego podobny. Jednocześnie w Ewangelii świętego Jana słyszymy słowa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” ( J 3,16 ). Uczynił to, aby człowiek realizując tu na ziemi swoje człowieczeństwo, zasłużył na wieczną nagrodę w niebie.

Kiedy pośród oprawców widzimy Jezusa pokornego, cierpliwego, ofiarnego i przebaczającego, sami w uniesieniu możemy wykrzyknąć: oto Człowiek! Jezus pragnie, abyśmy byli pełnowartościowymi, stuprocentowymi, doskonałymi ludźmi. Zapatrzeni w Człowieka w cierniowej koronie, odpowiedzmy Mu przemianą naszego życia. Niech nie odstraszają nas trudności tkwiące w nas samych. Musimy się przełamać, bowiem przez nasze czyny przepełnione złem, grzechem, nieprawością, znajdujemy się w gronie oprawców opluwających twarz Jezusa, biczujemy Go naszą niewiernością, cynizmem i religijną obojętnością. Czy tego chcemy? Czy potrafimy zrozumieć, że idziemy złą drogą i z tej drogi jak najszybciej powinniśmy zawrócić? Niech te dzisiejsze rozważania wielkopostne pomogą nam w podjęciu właściwej decyzji.

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)