Katecheza o Całunie Turuńskim

Gościem naszej parafii w niedzielę 13 marca była pani doktor Anna Krogulska, misjonarka i pracownik naukowy jednego z uniwersytetów w Polsce. Po każdej niedzielnej mszy św. w ramach katechezy opowiedziała o najbardziej interesujących faktach dotyczących Całunu Turyńskiego, relikwii, w którą owinięte było Ciało Chrystusa złożone w grobie. Kopię całunu pani Anna rozstawiła w prezbiterium kościoła.  Nieco ponad 1 metr szerokości i 4 metry długości ma płótno, które po męczeńskiej śmierci okrywało ciało Chrystusa.

Całun Turyński, jak wykazały dotychczas przeprowadzone badania naukowe ma ponad 2 tysiące lat. Przetrwał wiele burzliwych i obfitujących w pożary wieków, dlatego jest dodatkowo wzmocniony płótnem holenderskim i licznymi łatami. Choć utkano je z nici lnianej ze śladową domieszką włókien bawełny indyjskiej.
Nadal jest na nim odbite, jak na negatywie kliszy nie tylko oblicze mężczyzny, ale cała postać z przodu i z tyłu. Z widocznymi ranami i okaleczeniami.

Jezus umiera w piątek o 3.00. Płótnem pozostaje owinięty kilkadziesiąt godzin. To wtedy najprawdopodobniej całun nabiera trójwymiarowego charakteru. Są na nim dokładnie widoczne ślady brutalnej masakry, bicia, czepca z cierni i męki. Bo, gdy go zmasakrowanego ustawili przez tłumem, ten i tak wybrał Barabasza, tym samym skazując Jezusa na krzyż. Na płótnie dokładnie widać ślady otarć na kolanach, gdy w drodze na golgotę upadał kilka razy. Widoczne są ślady przebicia dłońmi i to w miejscu najbardziej bolesnym pomiędzy kośćmi nadgarstka. Widoczne też jest plama wody i krwi, która wyciekła po przebiciu włócznią prawego boku. Brak widocznego na całunie kciuka świadczy o ukrzyżowaniu. Nerw podtrzymujący kciuk został zerwany przez gwóźdź i na całunie widać tylko cztery palce. Kciuk, bezwładny został zapewne schowany pod inne palce. Dowody te wskazują jednoznacznie, że ten człowiek przeżył okrutne tortury – opowiadała w natchnieniu podczas każdej katechezy…

Ale to nie suche fakty męki Chrystusa i nawiązujące do tego ślady na płótnie są tematem katechezy pani Anny. Stawia nam pytania, czy zdajemy sobie sprawę, że Chrystus umarł dla nas każdego z nas indywidualnie? Że cierpiał za każdego z nas? Że nasze grzechy go tak potwornie raniły? A On, Miłość, przebacza nam i ofiaruje przebaczenie Ojcu niebieskiemu… Pyta także, czy stać nas zatem na to, aby w piątki, dzień Męki i Śmierci Zbawiciela, powstrzymać się od rozrywek, zabaw, uciech, a zadumać się nad cierpiącym Chrystusem?

O godzinie 15.00 podczas Godziny Miłosierdzia modliliśmy się Koroną. Pani Anna korzystając z okazji opowiedziała także o znanym w Ameryce, innym obrazie, nie ręką ludzką malowanym, jakim jest wizerunek Matki Bożej z Guadalupe.

Dziękujemy pani Annie za wspaniałe dzielenie się swoją miłością do Zbawiciela, za rozpamiętywanie Jego ran, za świadectwo wiary i zachętę do zgłębiania tajemnicy Miłości Chrystusa zawartej w Jego męce…

Kliknij tu i przeczytaj artykuł o pani Annie na stronie „Niedzieli”

Zdjęcia z katechezy w naszeh Galerii zdjęć…  (Galeria)

*