Kazanie na Niedzielę Miłosierdzia Bożego i Dzień Beatyfikacji

Drodzy Bracia i Siostry,
wyjątkowe jest bogactwo dzisiejszej niedzieli, która skupia wiele możliwych tematów do refleksji. Wybrałem ten, który dotyka Bożego Miłosierdzia, włączając do homilii trzy elementy, które nam ukazuje dzisiejsza liturgia: drzwi, pokój i bojaźń, a naszymi przewodnikami niech będą Chrystus, błogosławiony Jan Paweł II i święta Faustyna.
Za drzwiami, o których nam mówi dzisiejsza Ewangelia, panuje strach. Wystraszeni uczniowie przeżywają ogromny dramat: Chrystus dla którego zostawili domy, rodziny, sieci rybackie umarł. Ten, który kilka dni temu swojego przyjaciela Łazarza przywołał ze śmierci do życia, jednym krótkim wezwaniem, został ukrzyżowany i jego ciało złożono w grobie. Boją się, są zagubieni, zdradzili swojego Mistrza, uciekli, jeszcze nie rozumieją logiki krzyża.
Kiedy Jan Paweł II wypowiadał słowa: „otwórzcie drzwi Chrystusowi, nie lękajcie się”, miliony ludzi żyło w strachu, często jeszcze większym, niż apostołowie z dzisiejszej Ewangelii, a i w Kościele nie brakowało ognisk niepokoju i narastającego kryzysu.
I w tym Papieżu, wtedy z dalekiej Polski, świat ze zdumieniem zaczął odkrywać, że nie było strachu, choć go musiał doświadczyć. Wiedział czym był nazizm i komunizm, wiedział co kryły takie słowa jak: Oświęcim, Katyń, czy Powstanie Warszawskie i mimo to wołał: nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi.
By zrozumieć tę postawę wróćmy do Ewangelii. Mimo zamkniętych drzwi, Chrystus wchodzi do pomieszczenia gdzie zgromadzili się wystraszeni uczniowie. Znowu słyszą jego glos, widza go żywym, dotykają jego ran. Parę tygodni później oni sami otworzą te drzwi, a zalękniony rybak Szymon mocą Ducha Świętego, mocą Mistrza zmartwychwstałego przemieni się w Piotra skale i tej sile Ducha Świętego nic się nie oprze, nawet Imperium rzymskie z latami rozsypie się w gruzy.
To w mocy Ducha Świętego, w codziennym spotkaniu z Chrystusem należy szukać zrozumienia nieobecności strachu w życiu Jana Pawła II, ale tę postawę także tłumaczy jego totus tuus, cały jestem twój.
O Janie Pawle II Matka Boża powie w objawieniach do ks. Gobbi: „to mój Papież, to ja go uprosiłam u Boga Ojca”.
Tak, to był jej Papież, który od początku swojego pontyfikatu bezgranicznie jej zaufał i zaczął prowadzić Kościół do jej Syna a naszego Pana przez wąskie drzwi. Tak, przez wąskie, bo Jan Paweł II nigdy nie zaproponuje światu drzwi o których Chrystus powiedział: „szeroka jest brama i przestronna jest droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy nią krocza”.
I wielu czekało na otwarcie szerokich drzwi: zniesienia celibatu, świecenia kobiet, przymknięcia oka na nierozerwalność małżeństwa, ale tych drzwi Jan Paweł II nigdy nie otworzy.
Nie będzie pytał ośrodków badania opinii publicznej co ludzie chcieliby usłyszeć, co byłoby przyjemne dla ich uszu, ruszy w świat z tym samym pozdrowieniem, które Chrystus kieruje do uczniów w dzisiejszej Ewangelii: „pokój Wam”, a które w ubiegłym stuleciu przypomni także siostrze Faustynie: „Ludzkość nie zazna pokoju jeżeli nie zwróci się z ufnością do mojego Miłosierdzia”.
I słuchaliśmy ze wzruszeniem Jana Pawła II: „Pokój tobie Polsko, Ojczyzno moja umiłowana”. Pokój Wam, powtarzał w innych krajach. Nie, nie głosił swojego pokoju, przekazywał pokój Chrystusa, a ten był darem Bożego Miłosierdzia, którego świat tak bardzo potrzebował i wciąż potrzebuje. Ale do otwartego boku Chrystusa, źródła tegoż Miłosierdzia, człowiek może wejść tylko przez ciasne drzwi, albo mówiąc inaczej, człowiek musi otworzyć swoje serce, by Bóg mógł je uleczyć i przemienić.
Postawa Boga Miłosiernego była, jest i pozostanie na zawsze postawa Boga czekającego i proszącego: „Oto stoję u drzwi twoich i kołacze, jeśli ktoś posłucha głosu mego i otworzy mi drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”.
Jednakże ani pokoju Chrystusa, ani Bożego Miłosierdzia człowiek nie może przyjąć, jeżeli nie otworzy swojego serca, co oznacza, ze musi uznać swój grzech, swoja nędze.
I Jan Paweł II mówił o grzechu, przypominał światu, ze jest jego największym nieszczęściem, nauczał, ze współczesny człowiek zatraca poczucie grzechu, ze go banalizuje, spłyca, zapomina o nim.
W nauczaniu Jana Pawła II grzech to nie jakiś tam wypadek przy pracy, filozoficzny brak dobra, ale to świadome odwrócenie się człowieka od Boga, odrzucenie jego Miłości, podeptanie ofiary krzyża.
Bo grzech to nie parę drobiazgów wyznanych rutynowo od czasu do czasu: cos tam wziąłem z pracy, wyrwało mi się jakieś brzydkie słowo, mała sprzeczka w domu, kieliszek. To coś o wiele więcej: to początek śmierci, to powolne przekształcanie naszej duszy w grób.
A może przesądziłem z tym ostatnim określeniem?
Chyba nie, bo tutaj w Wielki Piątek Kaplan kończył liturgie tymi słowami: „Panie Jezu Chryste, nasze zmartwychwstanie i Życie, podźwignij nas z grobu grzechów, nawiedz i napełnij duchowa mocą”.
Dziś, kiedy najmniejszy drobiazg kupujemy w kolorowym opakowaniu, kiedy żyjemy w tym świecie pompy i przepychu; możemy przypomnieć sobie ślub pary królewskiej z ubiegłego tygodnia, modlić sie: podźwignij mnie z grobu moich grzechów wymaga prawdziwej pokory i ogromnej duchowej walki.
To w tej perspektywie należy tłumaczyć trudność otwarcia serca ludzkiego na Miłosierdzie Boże, mimo iż Jesus wola i zapewnia: „Jestem Miłością i nieskończonym Miłosierdziem. Niech żadna dusza nie boi się zbliżyć do mnie, choćby jej grzechy były jak szkarłat”.
I mimo tych słów tyle serc pozostaje zamkniętych, nieczułych na glos Chrystusa, który akceptuje dwie pozycje drzwi prowadzących do naszych serc, ale jest jedna, która go straszliwie rani i która go przyprawia o mdłości.
Poszukajmy wyjaśnienia w Biblii. „Znam uczynki twoje. Nie jesteś ani zimny, ani gorący. Bodaj byś był zimny albo gorący! Ale ze jesteś letni, ani zimny, ani gorący, wiec pocznę cie wypluwać z ust moich”.
Gorący to chrześcijanin, który otwiera na oścież drzwi swojego serca na Miłosierdzie Boga, zimny, to człowiek, który je zamknął. A letni? To drzwi uchylone od czasu do czasu, od wielkiego święta, pod presja opinii innych, z okazji chrztu, ślubu, pogrzebu.
I byśmy nie mieli wątpliwości co do tego, posłuchajmy słów skargi Jesusa, która kieruje do siostry Faustyny: „Dusze letnie, które maja zaledwie tyle ciepła, aby się same przy życiu utrzymać. Serce moje znieść tego nie może”.
Ostatni element refleksji, to bojaźń, która nam przypomina pierwsze czytanie. Cale nasz życie chrześcijańskie, to proces coraz szerszego otwierania drzwi naszych serc i przechodzenia ze stanu strachu do bojaźni Bożej. Rok po wyborze na Papieża Jan Paweł II nauczał: „Chrystus powtarza wiele razy, nie bójcie się i jednocześnie nas wzywa ‘bójcie się tego, który może dusze i ciało strącić do piekła na zatracenie. Jesteśmy wezwani do męstwa i jednocześnie do bojaźni Bożej i ta jest bojaźnią synowską”.
Drogi Bracie i Siostro, przed chwila prosiliśmy Boga by pomnożył łaskę, abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni i jak cenna jest Krew, przez która zostaliśmy odkupieni.
I ten Duch, to nie mały, przelotny wiaterek, to wicher, ogień, nieogarniona moc, która nam szepcze: żyj w bojaźni synowskiej, walcz z grzechem, otwórz twoje serce na Boże Miłosierdzie, przyjmij pokój Chrystusa i dziel się nim z innymi, uwierz w jego słowa: „Palą mnie płomienie Miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki Mi ból mi sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Powiedz im, ze jestem Miłością i Miłosierdziem samym”.
I Jan Paweł II swoim nauczaniem, posługa, cierpieniem mówił światu, ze Chrystus jest Miłością i Miłosierdziem.
Dziś błogosławiony Jan Paweł II, Papież z rodu Polaków, mógłby powiedzieć, tak jak kiedyś siostra Faustyna: „Czuje dobrze, ze nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie”.
A twoje i moje posłannictwo? Trudne, ale możliwe: „Posłuchaj, dziecię moje, co ci pragnę powiedzieć, przytul się do Ran Moich i czerp ze Źródła Żywota wszystko, czegokolwiek serce twoje zapragnąć może. Pij pełnymi ustami ze Źródła Żywota, a nie ustaniesz w podroży. Patrz w blaski Miłosierdzia Mojego, i nie lękaj się nieprzyjaciół swego zbawienia. Wysławiaj Moje Miłosierdzie”.
Nie mów, ze to posłannictwo przerasta twoje siły, posłuchaj potężnego Ducha przez którego zostaliśmy odrodzeni, posłuchaj go w chwili ciszy. On Ci powie, ze to możliwe, nie, nie jutro, tu i teraz: przytulic się jeszcze mocniej do Ran Zbawiciela. Błogosławiony Janie Pawle II wypraszaj nam łaskę tego przytulenia. Wypraszaj nam tę łaskę.