Msza w intencji Ojczyzny

W czwartek 11 listopada 2010 o godzinie 19:00 w kościele Św. Stanisława Kostki w Brooklynie została odprawiona uroczysta msza święta koncelebrowana z racji Dnia Niepodległości Polski. Liturgii przewodniczył i kazanie wygłosił ks. Proboszcz Marek Sobczak CM, a koncelebrowali ks. Jarosław Lawrenz CM oraz ks. Stanisław Szczepanik CM. Modliliśmy się o Boże błogosławieństwo dla naszej Ojczyzny, oraz naszą wierność w sprawach Bożych.

Na początku liturgii ministranci i kapłani wprowadzili do kościoła poczty sztandarowe.  We mszy świętej wzięli udział reprezentanci organizacji Liga Morska w swoich mundurach i ze sztandarami, harcerze i dzieci z Polskiej Szkoły Dokształcającej im. Marii Konopnickiej w strojach ludowych, dzieci z grupy Krakowianki i Górale, nieliczni przedstawiciele organizacji społecznych i weteranów. Podczas msz świętej śpiewał chór parafialny pod kierunkiem pani Małgosi Staniszewskiej. Nauczyciele Polskiej Szkoły czytali czytanie mszalne, a harcerze z oddziału działającego przy Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie odczytali przygotowane przez siebie wezwania do modlitwy wiernych. Również i dary do ołtarza zostały przyniesione przez harcerzy i dzieci.

Po mszy świętej odbyła się jeszcze piękna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem, podczas której nauczyciele z Polskiej Szkoły odczytywali rozważania modlitewno patriotyczne w oparciu o tajemnice różańca świętego, po których następowała modlitwa różańcowa. Niestety, we mszy świętej wzięło udział bardzo mało parafian…

Zdjęcia ze mszy świętej…

Rozważanie w czasie mszy świętej:

11 listopada to dzień, który stał się symbolem naszego wspólnego zwycięstwa. 92 lata temu wspólnym wysiłkiem udało się Polakom odzyskać niepodległą ojczyznę. Rzeczpospolita ponownie zagościła na mapie Europy. Niepodległość uwieńczyła lata walki w powstaniach, tworzenia nielegalnych organizacji, a przede wszystkim ciężkiej pracy nad zachowaniem ojczystego języka i historii, kultury i wiary. Ale rok 1918 to był dopiero początek trudnej drogi do wolności, i wygląda na to, że drogi długiej..

Że 11 listopada to w historii Polski dzień szczególny, pokazały fragmentaryczne sprawozdania telewizyjne. Uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza na placu Piłsudskiego, Powązki pełne ludzi, płonące znicze przed nowym pomnikiem i modlący się ludzie przy grobach ofiar katastrofy smoleńskiej.

To warszawskie Powązki, gdzie są pomniki i kwatery, na których spoczywają obrońcy Ojczyzny z różnych epok, gdzie są groby ofiar katastrofy smoleńskiej, przypominają nam, że w istocie nic w naszej historii się nie zmienia, że ofiara z życia są, tak jak były, wciąż wpisane w naszą zbiorową biografię.

I nic nie jest tego w stanie zmienić. Nawet słowa obecnej Pani prezydentowej, która odwiedzając jedną ze szkół i ucząc dzieci robić biało czerwone kotyliony mówiła, że Święto Niepodległości powinno być dniem radosnym dla wszystkich Polaków. Brzmiało to trochę jakby zachęta, aby uciec od martyrologii. Czy można?

Inna pani, minister edukacji uzupełniła panią prezydentową mówiąc, że dzieci powinno się uczyć szacunku do kolorów białego i czerwonego, bo TO jest właśnie patriotyzm.

I słusznie chyba ktoś zauważył, że w ten sposób powoli przekuwa się w naszym kraju dzień 11 listopada na inną formę Halloween! Taki mały radosny, kolorowy cyrk, już nawet nie biało czerwony, bo promując pewne organizacje biało-czerwony sztandar stawia się na równi z tęczową flagą, wiadomo, kogo kryjącą. Wyśmiewa się natomiast tych, co z biało-czerwonym kolorem Ojczyzny niosą także sztandar wiary. I okrzykuje się ich lub faszystami lub ciemnogrodem, albo moherami i religijnym zabobonem.

Wydziera się wiarę Ojców naszych, to serce Ojczyzny, z Jej ciała, z ludzi – i tak jak krzyże się usuwa do kaplic i kościołów, bo ponoć tam ich miejsce. Ze strachem czekamy, kiedy zacznie się usuwać kościoły, bo i dla nich zabraknie miejsca w wolnej Ojczyźnie, bo będą komuś przeszkadzały.

Czyżby powoli chciano Polskę uczynić jedną z republik? Tylko czyją – bezdusznej Rosji czy bezbożnej Unii Europejskiej?  Bo do czego służy dziwna europeizacja Polski? Wielu z nas pamięta tragiczną sowietyzację – stąd ten ból, kiedy widzimy co się.  Do czego służy – jak to ktoś trafnie określił – detradycjonalizacja – czyli odchodzenie od tradycji, jej zabijanie? I próba ośmieszenia, a nawet pozbywania się tych, którzy są solą w oku, którzy są przeciwstawieństwem młodych, zdolnych, amoralnych młodych europejczyków…

Niestety, nie same biało-czerwone kolory świadczą o patriotyzmie. Czy biało-czerwone szaliki tak chętnie noszone przez kiboli piłkarskich stadionów, ludzi pełnych wulgaryzmu, chamstwa i nienawiści, to też patriotyzm?

Nie uczmy dzieci, jak się robi biało-czerwone kotyliony, lecz uczmy prawdziwego patriotyzmu, białego od szlachetności, czerwonego od przelanej za wolność polskiej krwi, patriotyzmu przepełnionego oddaniem dla Ojczyzny, miłością do Boga i człowieka, uszanowaniem tradycji polskich i wiary Ojców naszych.

Młodzi i oświeceni dzisiaj śmieją się z polskich tradycji – dla nich sianko pod wigilijny obrus czy kremówka papieska to zacofanie. Nie znając tych wartości, które się kryją za znakiem wigilijnego sianka czy nauczania Papieża kojarzonego z kremówką, to można te symbole ignorować i je trywializować. Ale odzierać patriotyzm z tradycji zakorzenionych i dowartościowanych chrześcijańską wiarą, to zakrawa na działanie z mocami zła. A dla oświeconych i nowoczesnych – rodzina i wiara – to też zacofanie.    

Francuski pisarz Paul Bourget (1852-1935), napisał mądrze, iż tradycjonalizm uczy nas, że żadne społeczeństwo nie może przetrwać, jeśli zrujnowane zostaną dwie instytucje odróżniające człowieka od świata zwierzęcego, czyli rodzina i naród. Naród rozumiany jako wspólnota wielu generacji: umarłych, żyjących i tych, którzy dopiero mają się narodzić.

Polska przetrwała trudne czasy, bo była silna rodziną, która żyła wiarą w Boga Jedynego, i która odnajdywała się w kościele Chrystusowym, który był także ostoją i przyczółkiem języka ojczystego.

Ojczyzna nasza, wolna czy walcząca o niepodległość, zawsze miała idealny wzorzec Tradycji w postaci depozytu Wiary, danego nam przez Boskiego Założyciela i strzeżonego przez Jego Kościół; Tradycji prawdziwej, absolutnej i niezmiennej. I od tej tradycji wiary odstępować nam nie wolno.

Polska będzie wolna, niezależna i mocna – jeżeli jej obywatele staną się ludźmi żyjącymi pod biało-czerwonymi barwami, ale przede wszystkim w oparciu o Bożą miłość, prawdę, doskonałość. Jeżeli zaś będziemy żyli tylko dla siebie i zaspokojenia swoich rządz, wygodnictwa, pożądania – to zniewoli nas wszystkich szatan, jak niewoli umysły wielu ludzi szukających wygody i zaspokojenia teraz. Jeżeli ludzie odrzucą normalne, zdrowe społeczeństwo, to co jest “po bożemu”, to powstanie świat świadomie urządzany “na wspak”. I pewnego dnia, nawet nie będzie chciało nam się nawet zamachać biało-czerwoną chorągiewką…

Świat anty-Kościoła, anty-Ojczyzny, anty-Rodziny, anty-Hierarchiii już był i niszczył świat. Wygląda, że powraca na nowo. Na jawie uprawiana jest przecież celowa deprawacja moralna, odważne przełamywanie tabu, czyli przyzwolenie dla wszelkich dewiacji i bezwstydu, laicyzacja nauczania, manipulacja umysłami ludzi poprzez media i środki przekazu. Autorytet tradycji politycznej i religijnej jest niszczony bezceremonialnie, jak dowody zbrodni katyńskiej i katastrofy smoleńskiej…

Św. Tomasz z Akwinu żyjący w trzynastym wieku słynny teolog nauczał, że życie wspólnoty politycznej też może być urządzone w duchu Tradycji, jeżeli jej przewodnicy są – starają się być – “naśladowcami Chrystusa”, rozplanowującymi rzeczy w państwie tak, jak Bóg uczynił to w świecie.

Dlatego ja modle się dzisiaj, aby Polska była niepodległą zawsze; aby rosła w siłę i potęgę; aby była ostoją nowoczesności. Ale modlę się, by odpowiedzialni za Ojczyznę politycy czynili to z miłością do Boga, Ojca wszystkich ludzi i według Bożych oczekiwań. Modlę się aby w Polsce niepodległej każdy człowiek miał uszanowanie, ale i aby każdy człowiek, miał uszanowanie dla prawa Bożego i według niego żył. Modlę się, aby każdy człowiek miał odwagę zrozumieć, że to w Bogu jest moc i zwycięstwo.  Niech pomogą nam zrozumieć to słowa Chrystusa z Ewangelii św. Jana (J 8, 12) „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. (J12, 35) «Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie».