Msza żałobna – Homilia

Kazanie wygłoszone przez ks. Marka Sobczaka na mszy w dniu 14 kwietnia podczas mszy świętej żałobnej w intencji ofiar katastrofy samolotu prezydenckiego dnia 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

„A sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek” zapewnia nas autor biblijnej Księgi Mądrości.

10 dzień kwietnia 2010 roku, godzina 8.56. Sobotni poranek. W Warszawie i Gdańsku, w Krakowie i Szczecinie, we Wrocławiu i Białymstoku wstaje dzień. Promienie słońca dziurawią chmury i budzą ziemię z nocnego snu. Domy wypełnia szczebiotanie wyspanych dzieci i rozbudzająca dorosłych muzyka.

10 dzień kwietnia 2010 roku, godzina 8.56. Nad smoleńskimi lasami toczy się huk silników samolotowych radośnie zwiastujący przybywających gości. Lecz co to? Huk niespodziewanie zamienia się w jeszcze potężniejszą złowrogą ciszę. Nie będzie gości? Odlecieli? Oj, nie… Oni pozostali na mokrej katyńskiej ziemi. Uleciały jedynie ich dusze – i to na zawsze, i to daleko. Jakby spełniły się słowa Psalmu 144 – „Człowiek podobny jest do tchnienia wiatru, dni jego jak cień migają…”

Kilka minut później w nie tak odległej Polsce zamilkło szczebiotanie dzieci i muzyka dorosłych. Cisza katyńskiego lasu docierała do Polskich serc poprzez radia i telewizory. Wszędzie było to samo i o tym samym. Zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polski Lech Kaczyński wraz z żoną i 94 osobami znajdującymi się w prezydenckim samolocie Tu-154M, lot nr 101.

W niedowierzaniu zamarła cała Polska, później reszta nas, Polaków, rozproszonych na całym świecie. Rozdzwoniły się dzwony kościołów – jękliwie wybijając mosiężnymi sercami – tragedia narodowa, tragedia narodowa… A polskie flagi, ze smutku i z żalu, okryły się kirem. Ludzkie gardła ścisnęła niemoc i tylko wargi szeptały – Wieczne odpoczywanie, racz im dać Panie….

Stanęliśmy bezradni w obliczu śmierci osób, które przez ekran telewizyjny stawały się codziennie coraz bliższymi członkami naszych rodzin. Aż tu nagle, ich życie rozwiało się w naszych oczach, jak poranna mgła, która jest a za chwilę jej nie ma. Ale zanim zniknęła to sprawiła, że katyńska ziemia, uświęcona krwią polskich oficerów, ponownie nasyciła się krwią polskiej elity. Uświęcona czy przeklęta???

Nad katyńskim lasem, prezydencki samolot zataczał wielkie koło podchodząc do lądowania. Wraz z samolotem – to los historii zatoczył wielkie koło po to, aby świat dowiedział się o męczennikach systemu komunistycznego i stalinizmu. To los historii (miejmy nadzieję) sprawił – Jego Majestat, Pan Prezydent Kaczyński, który tak bardzo dbał o polską pamięć narodową, jak żaden inny Prezydent Polski, zginął w miejscu najświętszym tej pamięci. Zginął tam, gdzie miał powiedzieć następujące słowa: „niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu. Najbardziej tragiczną stacją tej drogi był Katyń. Polskich oficerów, duchownych, urzędników, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej zgładzono bez procesów i wyroków. Byli ofiarami niewypowiedzianej wojny. Zostali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Zdeptano ich godność jako żołnierzy, Polaków i ludzi. Doły śmierci na zawsze miały ukryć ciała pomordowanych i prawdę o zbrodni. Świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Rodzinom ofiar odebrano prawo do publicznej żałoby, do opłakania i godnego upamiętnienia najbliższych. Ziemia przykryła ślady zbrodni, a kłamstwo miało wymazać ją z ludzkiej pamięci.”

Czy ofiara życia Pana Prezydenta i 95 innych ludzi, którzy chcieli i mieli prawo być w miejscu kaźni swoich poprzedników sprawi, że może w końcu świat dowie się prawdy? Bo wcześniej, jak Prezydent Kaczyński miał powiedzieć: „Ukrywanie prawdy o Katyniu – efekt decyzji tych, którzy do zbrodni doprowadzili – stało się jednym z fundamentów polityki komunistów w powojennej Polsce: założycielskim kłamstwem PRL. Był to czas, kiedy za pamięć i prawdę o Katyniu płaciło się wysoką cenę. Jednak bliscy pomordowanych i inni, odważni ludzie trwali wiernie przy tej pamięci, bronili jej i przekazywali kolejnym pokoleniom Polaków. Przenieśli ją przez czas komunistycznych rządów i powierzyli rodakom wolnej, niepodległej Polsce. Dlatego im wszystkim, a zwłaszcza Rodzinom Katyńskim, jesteśmy winni szacunek i wdzięczność. W imieniu Rzeczypospolitej składam najgłębsze podziękowanie za to, że broniąc pamięci o swoich bliskich, ocaliliście Państwo jakże ważny wymiar naszej polskiej świadomości i tożsamości.”

I znów przyszło nam zapłacić wysoką cenę za prawdę katyńską, która ponownie pokrywa się całunem w kolorach niewinności i męczeństwa – białym i czerwonym – jak polska flaga, jak promienie z serca Jezusa na obrazie Miłosierdzia Bożego.

Tomasz Sakowicz – redaktor Gazety Polskiej – powiedział mniej więcej takie słowa: „Naród przeżywa jedna z najgłębszych tragedii. Nie chodzi tylko o ilość zabitych, a nawet o to, że zginęli ludzie najważniejsi w państwie. Chodzi o to, że odebrano nam to, co powodowało, że Polska się zmieniała w ostatnich latach, uderzono samo serce zmian Polskich. Zrobił to ślepy los, wypadek, może coś jeszcze. Mamy połączenie katastrofy Gibraltarskiej z mordem w Katyniu, jakby w jednym miejscu, w jednym wypadku, w jednym zdarzeniu. Tym samym została wyzwolona wielka energia i wierzymy, że ta śmierć nie pójdzie na marne…”

Oby zyskała na tym Ojczyzna. Oby zrozumieli to ludzie, którzy mają w ręku potężną broń czyli środki masowego przekazu. To oni mają moc łączyć i dzielić, manipulować i wpływać na ludzkie myślenie. Oby nie dzieliły społeczeństwa jak to było do tej pory, poprzez wyśmiewanie i szydzenie z człowieka, który był Prezydentem Polski. Wyśmiewano go za jego katolicką wiarę i jej praktykowanie. Wyszydzano go za to, że żył to wiarą, że ją wprowadzał do życia ustawodawczego, do życia narodu – nota bene – tego narodu, który od wieków był wierny Bogu i zawsze stał pod sztandarem, na którym był wyhaftowany napis – Bóg, Honor i Ojczyzna. Drwiono z niego, bo przywrócił dumę z faktu bycia Polakiem, spadkobiercą wspaniałych polskich pokoleń.

Mówiono o nim właśnie tak, bo zapomniano o tym pięknym aforyźmie: Do szczytnego celu prowadzi szczytna droga. Prezydent Kaczyński szedł do szczytnego celu jakim było dobro Polski szczytną drogą życia. Szedł drogą, którą powinien kroczyć każdy Polski obywatel.

Święty Wincenty a Paulo – człowiek historia – ten, który w 17 wieku stworzył dzieła miłosierdzia i jest fundamentem i kamieniem węgielnym organizacji charytatywnych w świecie – powiedział znamienne słowa: „Musisz kochać ludzi, którym służysz”. Nie wiem, czy śp. Pan Prezydent czytał te słowa Wincentego a Paulo, i czy je choćby słyszał –wiem jednak, że on je praktykował w życiu. On kochał ludzi, on kochał Polskę. On służył człowiekowi troszcząc się o jego dobro i służył Polsce dla jej dobra. Prezydent Kaczyński był dobrym i ciepłym człowiekiem i widział w innych po prostu ludzi, a nie pionki w grach politycznych, miał olbrzymi szacunek tak dla Boga jak i dla człowieka, miał szacunek i wiarę we własny naród. Żył w przekonaniu, że w obecnym wieku – tak jak wcześniej – trzeba dbać o interes własnego państwa, bo jak my, Polacy, o niego nie zadbamy – to nikt tego za nas nie uczyni.

Taki powinien być każdy Polak, bo Polak, choć nie wierzył w Boga, był zawsze dżentelmenem i szanował wyznanie i poglądy drugiego człowieka, czego dowodem jest tak wspaniałe zadomowienie się narodu żydowskiego na ziemiach polskich, ewangelików czy luteranów przez wieki. Czego dowodem jest ratowanie Żydów przez Polaków, choć tylko na terenie Polski za taką pomoc groziła kara śmierci ze strony hitlerowców.

Kim są zatem Ci, którzy drwią z własnego prezydenta i którzy go nie szanują? Albo, kim są Ci, którzy już teraz sieją podział protestując przeciw decyzji o miejscu pochówku? Polakami?

Kilka miesięcy temu będąc w Ojczyźnie rozmawiałem z kuzynki synem, dwudziestolatkiem, o potrzebie dochowania wierności polskim i katolickim wartością. Skwitował jednym zdaniem, wujek – ja jestem Polakiem, ale przed wszystkim europejczykiem, a tam to już niemodne. Polska pyta – Kto tych młodych ludzi tak wychowuje?

Dlatego jakże ważne wydają się być słowa, które napisał Tomasz Czarnecki w Gazecie Polskiej: „Chciałbym, żeby od Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego Jego następcy nauczyli się kilku rzeczy. „Kilku myśli – co nie nowe” – jakby to powiedział Norwid. Przede wszystkim patriotyzmu, miłości Ojczyzny – nie na pokaz, nie na wybory, lecz prawdziwej, wynikającej z rodzinnej tradycji, książek, własnych przemyśleń. Także wielkiego szacunku dla narodowej historii, dla pokoleń walczących o to, „żeby Polska była Polską”, dla Żołnierzy Wyklętych, dla wszystkich tych, którzy po 1944 r. chcieli Polski wolnej, silnej, i płacili za to dużą cenę. Niech się uczą również zrozumienia dla polityki historycznej”.

Tragedia z 10 kwietnia 2010 r. obliguje nas do tego, by zawołać: Obudź się, Polsko, otrząśnij się z koszmarnego snu i spojrzyj na swoje korzenie, które przecież są chrześcijańskie, i wskrześ w sobie siłę, by z polskiej ziemi nie pozwolić wyrwać krzyża i Ewangelii, by zatrzymać polską tradycję i patriotyzm.
W osobach, które odeszły, na czele z Prezydentem RP, mieliśmy to oparcie i tę nadzieję, że będą stali na straży wartości chrześcijańskich i polskich. (Tygodnik Niedziela)

Testament śp. Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – testament Polski wolnej, solidarnej, silnej, Polski-dobrej Matki dla wszystkich swoich dzieci, tych bogatszych i tych biedniejszych, tych z wielkich metropolii i tych z małych wsi – dostał się nam w spadku po Nim. Czyńmy więc swoją powinność, róbmy swoje, by – kiedy się z nim spotkamy tam, gdzie jest teraz – nie wytknął nam grzechu zaniechania.

Nad katyńskim lasem leciał prezydencki samolot. Mówią, że w pewnym momencie pochylił się mocno na jedną stronę i przez to, zawadził skrzydłem o drzewa i runął w dół ku swojej zgubie. Trudno tego nie odnieść do rzeczywistości. Oto w jednej chwili naród poniósł straty wprost niemożliwe do oszacowania. Straciliśmy prezydenta, straciliśmy prezesa IPN, rzecznika Praw Obywatelskich, prawie całe kierownictwo PIS, wybitnych polityków prawicy chrześcijańskiej, straciliśmy legendarną działaczkę założycielkę NSZZ Solidarność. Polska niebezpiecznie przechyliła się na jedno skrzydło. Oby nie był to przechył katastrofalny.

Na ulice polskich miast wyszły tłumy zapłakanych ludzi, którym zabrakło słów, których serca pękają z bólu. Lecz najgorszy jest ten nękający lęk, o to, co będzie dalej z naszym krajem, co będzie z nami. Odszedł Prezydent Kaczyński. Odeszło tylu mądrych Polaków. Nie wypowiedzą już prawdy, nie ostrzegą, nie uświadomią błędu, nie poprowadzą właściwą drogą!

Było skupienie, wyciszenie i zapalone świece przy Pałacu Prezydenckim, zapełniły się także kościoły w całej Polsce i na świecie. Oby to był dobry początek jutra naszego kraju i naszej Ojczyzny. Modlimy się o to słowami kardynał Józefa Glempa z homilii w Warszawie – Panie Boże, druga odsłona katyńskiego dramatu rozegrała się nie po naszej myśli, pozwól nam przez wiarę odczytać sens Twojej myśli. Chryste, ześlij swego ducha na Polaków.

A duszom wiernych zmarłych daj wieczny pokój. Amen