Myśli na Wielki Post – Jezus osądzony…

Jezusa postawiono przed sądem. Nie po to, żeby badać i sądzić w zgodzie z prawem i przepisami, lecz aby nadać pozory prawa wyrokowi, który wcześniej został wydany. Już dawno postanowiono Go zabić. Kajfasz podjął ostateczną decyzję kilka dni prędzej, po wskrzeszeniu przez Jezusa Łazarza. Wobec Najwyższej Rady oświadczył: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” ( J 11,49 ). Jak dalej mówi Jan, „Tego więc dnia postanowili Go zabić” ( J 11,53 ). Był to sąd, który właściwie miał tylko Jezusa potępić. Powołano fałszywych świadków, pogwałcono wszelkie procedury obowiązujące podczas takiego procesu. Była to parodia sądu. Jezusa także nikt nie bronił. On sam, cały czas zachowywał milczenie. Sędziowie z góry odrzucali zarówno Jego samego, jak i Jego posłannictwo.      Wobec powyższego, cokolwiek Jezus by zrobił czy powiedział, nie miało wpływu na ostateczny werdykt sądu. W tym miejscu wymowne stają się słowa Jezusa, które słyszymy w dzisiejszej Ewangelii: „Jezus rzekł: < Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi > Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: < Czyż i my jesteśmy niewidomi? > Jezus powiedział do nich: < Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal” ( J 9,39-41 ). Słowa te, dotyczą każdego z nas. Sąd nad Jezusem, odbywa się bowiem także i dzisiaj. W swoim życiu kpimy sobie z Niego i często tak jak tamci sędziowie, odrzucamy samego Jezusa i Jego posłannictwo, żyjąc w grzechach.  Powszechnie spotykamy się z upadkiem moralności, zanikiem właściwie wszystkich cnót. Prawo stanowione przedkładamy z pełną świadomością nad prawo naturalne i prawo Boże. Co dziwne, nie widzimy w tym żadnej sprzeczności. Problem ten dotyczy również ogólnie pojętej sprawiedliwości. Widzimy niestety, że rozumiane przez człowieka pojęcie sprawiedliwości, nie zawsze jest zgodne z tą sprawiedliwością którą Jezus czynił przedmiotem swego błogosławieństwa w kazaniu na Górze. Ta ludzka sprawiedliwość często uderza w Boga, w Jego mądrość, Jego Opatrzność i Jego sprawiedliwość. Uważamy, iż wszelkie zło moralne, materialne, klęski żywiołowe, katastrofy, wszelkie nieszczęścia na świecie – to wina Pana Boga. Zapominamy, że przecież to nie Pan Bóg, a człowiek winien jest temu złu, odrzucając swoją wolną wolą prawa Boże i zalecenia Chrystusa. Negatywne krzywdzące sądy kierujemy też często przeciwko drugiemu człowiekowi. Jakże łatwo przychodzi nam kogoś oczerniać, obmawiać, krzywdzić fizycznie i moralnie. Często krytykujemy kogoś bezmyślnie, na podstawie zasłyszanej plotki. W wielu przypadkach nie umiemy wyrobić sobie własnego zdania o sprawie, czy też o innym człowieku. Bezkrytycznie powtarzamy zasłyszane bzdury, opluwając często to co dobre i święte. Po co mamy dociekać prawdy, skoro w telewizji pokazano, a w gazecie napisano. W to święcie wierzymy.    Obmawiając drugiego człowieka, poddając go swojej krytyce – stawiamy przed sądem w jego osobie samego Jezusa. Gdybyśmy chociaż sami byli lepsi. Sądząc innych, obnażamy także siebie, gdyż najsurowiej osądzamy w nich nasze własne słabości. Bardzo dziwne i niepokojące, jest popieranie i akceptowanie przez katolików ludzi i ideologii obcych duchowi chrześcijańskiemu. Zasłuchani w propagandę mediów walczących z Kościołem, negujących wartości chrześcijańskie, dajemy się ponieść sile perswazji propagandy ateistycznej. „Jestem katolikiem, ale…” – słyszymy często z ust człowieka ochrzczonego. Pan Bóg przecież się pomylił, dlatego czemu nie można zabijać dzieci nienarodzonych, starych i chorych? Dlaczego trzeba w niedziele i święta „być” na Mszy świętej? A po co mi sakrament małżeństwa?

 Jest nam wygodnie iść przez życie w błogim przekonaniu, że „jestem wierzący”, ale Pan Bóg niech się nie wtrąca do moich spraw. Co mi da Kościół, Chrystus, głęboka wiara, skoro jestem bezdomny, bezrobotny, chory. Jezus nie jest mi potrzebny. Wręcz mi przeszkadza, niepokoi moje sumienie. Przecież muszę skupić się na szukaniu pracy, wychowaniu dzieci, na uciechach tego świata. Jest to gorzka prawda o naszym chrześcijaństwie. Zapominamy o najważniejszym – o naszym zbawieniu. O tym najczęściej na co dzień nie myślimy. Jednak kiedy w końcu odkryjemy prawdę o własnej nędzy duchowej, staje się to dla nas bolesnym ciosem. Odrzucamy Syna Bożego, a przecież: „Bóg nie posłał Syna swego na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony” ( J 3,17 ). I został świat zbawiony nie przez sądy Chrystusowe – ale przez Jego miłosierdzie i przebaczenie. Jednak w tym momencie musimy pamiętać, że my, ludzie prawdziwie wierzący w Chrystusa też nie jesteśmy bez winy. Wydaje nam się, iż jesteśmy doskonali. Jakże łatwo i często wołamy patrząc na powyższe przykłady : „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie…” ( Łk 18,11 ). Święty Paweł ostrzega nas: „Niech ten co stoi baczy, aby nie upadł” ( 1 Kor 10,12 ). Musimy sobie jasno powiedzieć: Więcej pokory! Odrzućmy pychę, która sprawia, iż uważamy się lepsi niż „oni”. Nikt przecież nie jest bez winy. Musimy wreszcie w tym miejscu zadać sobie kilka pytań, które powinny nas skłonić do refleksji: Czego Bóg ode mnie żąda w dzisiejszych czasach? Skąd Bóg wie, że coś co mi oferuje w moim życiu, jest mi właśnie potrzebne? Jakich cnót w tych trudnych czasach mógłbym się nauczyć – cierpliwości, opanowania, przebaczenia?

Spotykamy się na co dzień z dowodami Miłosierdzia Bożego i Bożej opieki. Umiejmy to dostrzec. Umiejmy podziękować za wszystko co nas w życiu dobrego spotyka. Dziękujmy Bogu i bliźniemu. Nie pytajmy: Za co? Dlaczego? Jakim prawem? Częściej okazujmy pokorę i wdzięczność, a będzie to nasze zadośćuczynienie za tamten niesprawiedliwy osąd Jezusa przed trybunałem Kajfasza.

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)