O świętach Zmartwychwstania Pana…

W wiadomościach z Polski wyczytałem, że popularna radiowa „Trójka” obchodzi w tych dniach swój jubileusz 50-lecia działalności. A przyznaję bez bicia, że i ja z Trójka wchodziłem w życie. Były tam przecież i muzyka młodzieżowa i słynna lista przebojów i programy satyryczne i czytane książki… W przebłysku skojarzeń o „Trójce” wspomniałem monologi „O wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia” głoszone przez profesora mniemanologii stosowanej Jana Tadeusza Stanisławskiego. Myślę, że mało kto z czytelników nie słyszał tych skeczów… Dla niewtajemniczonych dodam, że poza tytułem, nie było w pogadankach nic, co by się o religie otarło. Ale właśnie! Miałem pisać o tych świętach, co to wyższością dominują nad innymi …

Otrzymałem w ostatnich dniach kartki z życzeniami z okazji „świąt”. Przekornie można by rzec, że zastanawiałbym się mocno, o jakie święta chodzi. Czy o święto jakiegoś Koła Łowieckiego, które z tej okazji darowało życie zającowi namalowanemu na kartce? A może o święto Unii Europejskiej, która niedawno nadała kurom prawo do większej ilości miejsca w kurniku, i stąd na kartce żółciutki kurczaczek? Chyba chodzi jednak o święto wiosny, która zaczęła się na początku trzeciej dekady marca, bo na kartkach świątecznych były rozwinięta bazie… Już się miałem skłonić ku uznaniu, że to musi być jednak święto Twórców Ludowych, gdyż najwięcej kartek było z jajkami w kolorowych bohomazach, gdy kolejna kartka zapraszała mnie na śniadanie z królikiem z różowymi uszami… I wtedy zwątpiłem. To są smutne przykłady, jak w demokratycznych krajach, jakimi są Polska i Stany Zjednoczone, zabija się w świadomości człowieka wartości, które dla „demokracji” są niewygodne. Bezpieczniej jest promować kurczaczka niż Chrystusa, nieprawdaż? Ale nie powinno nas dziwić odwracanie uwagi wartości katolickich i zastępowanie ich zajączkiem, skoro w Polsce ministerstwo oświaty wprowadza ograniczenia programu szkolnego, przez co licealista nie będzie się uczył współczesnej historii Polski. Bo i po co, skoro według słów polskiego parlamentarzysty „trzeba nam wyrzucić z siebie polskość”!? A skoro trzeba pozbyć się polskości, to tym bardziej wiary katolickiej i jej wartości. Tego chce jakiś Wielki czy Mały Brat. I to się uskutecznia w ramach wymyślonej przez „brata” poprawności politycznej. Zatem, aby nie urazić „brata”, wymieniamy się kartkami z kurczątkami lub króliczkami, oczywiście z baziami lub jajkami w tle. A pani w polskiej telewizji zachęca dodatkowo – kupujmy koszyczki z jajkami i króliczkami, przecież każdy je musi mieć w te święta…

A propos koszyczków. Otóż, jak sami wiecie, w Wielką Sobotę w polskich kościołach panuje taki ruch, jak w żadną z niedziel. Tego dnia rodziny wypełniają kolejną „tradycję katolicką” czyli przynoszą „święconkę” do kościoła. Małe koszyczki i wielkie kosze wyładowane są wędliną i jajami, masłem i chlebem, chrzanem i solą, a często i winem i wódką, no i kurczaczkiem i króliczkiem… Zapach szynki szybko wypełnia kościół. I choć babcia uczyła, żeby w Wielką Sobotę nie jeść mięsa, to jak tu się powstrzymać od łakomego spożywania mięsa, skoro ksiądz już poświęcił. Tradycji stało się zadość i już można jeść i pić do woli, nikt się nie ma prawa pochorować, bo święcone, nawet wódka nie powinna zwalić z nóg. Świętujemy. Ale czy przychodzi nam do głowy, aby zastanowić się, co świętujemy? Pytam, dlaczego próbuje się wydrzeć naszą wiarę i zamienić ją w zwyczaje bez sensu? Dlaczego zamienia się Chrystusa na króliczka, a Eucharystię malowane pisanki? Chciało by się wrzasnąć LUDZIIIEEE!!! – mordują! Cicho, podstępnie, w bezkrwawy sposób, mordują Chrystusa ponownie. Mordują go niewierzący. Zabijają Go w naszych sercach, a my na to pozwalamy. Zabijają naszą WIARĘ, a my na to przyzwalamy. Gorzej, MY sami zabijamy naszą wiarę, bo skoro ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa zamieniamy na hasające po świątecznych kartkach i stołach żółte kaczątko – to Święta Zmartwychwstania Pana, bardziej skojarzą się nam z baśniami Andersena, a niżeli z FAKTEM Zbawienia człowieka.

Od dwóch tysięcy lat Apostołowie i ich następcy głoszą, a męczennicy swoim życiem potwierdzali, że Chrystus przyniósł nam wolność, że pokonał grzech, szatana, śmierć. Jako Baranek (odniesienie do Starego Testamentu i składanych ofiar), skonał na krzyżu „za grzech świata”, po czym zmartwychwstał. Fakt ten upamiętniany jest podczas Triduum Paschalnego. W Wielki Czwartek podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus ustanowił Eucharystię, dał swoje Ciało i Krew, Dusze i Bóstwo, na pokarm dla dusz naszych. Wtedy też ustanawia Sakrament kapłaństwa. Wielki Piątek Jego zbawcza śmierć na krzyżu buduje Nowe Przymierze między Bogiem i ludźmi. Złożenie Jezusa w grobie, to zstąpienie Syna Bożego w mrok otchłani, w której przebywają sprawiedliwi oczekujący zbawienia. Wielka Sobota, to nocne spotkanie z Chrystusem, który jest Światłością świata, zwycięzcą nad panem ciemności i otchłani. W Niedzielę Zmartwychwstania zastajemy już pusty grób. Jego tam nie ma. On Zmartwychwstał, żyje! Moją przygodę w służbie liturgicznej czyli posługę ministrancką rozpocząłem zaraz po mojej pierwszej Komunii świętej. Pierwsze dwa, trzy lata byłem w gronie tych robiących „tłum” w prezbiterium (w mojej parafii było ponad 200 ministrantów). I szczerze przyznam, nudziłem się jak mops podczas długich ceremonii Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty, a z pytaniem – ile to jeszcze razy –okrążałem trzykrotnie wielki kościół podczas rezurekcyjnej procesji. Było to aż do dnia, w którym zostałem wyznaczony do konkretnych posług liturgicznych i zacząłem na próbach służenia uważnie słuchać wyjaśnień księdza, opiekuna ministrantów, co te ceremonie oznaczają. Od tego dnia, Święto Zmartwychwstania Pańskiego i całe Triduum czyli trzy ostatnie dni Wielkiego Tygodnia nabrały dla mnie nowego wymiaru. Zobaczyłem je w 3D – jak się to dzisiaj mówi…

Chciałbym dzisiaj mieć wiarę tak głęboką, jaką miałem jako ministrant wyznaczony do służenia podczas Triuddum paschalnego. Oczami duszy i serca w osobie kapłana widziałem Chrystusa łamiącego chleb w Wieczerniku, w drżeniem serca całowałem Najświętsze rany Chrystusa podczas adoracji krzyża w Wielki Piątek, klęczałem godzinami przed grobem Chrystusa w cichej adoracji. Każde słowo długich Liturgii tych trzech dni miało swoje znaczenie, nic się wtedy nie dłużyło. Byłem z Chrystusem. Zrozumiałem, że to nie jajka i szynki, pisanki czy święconka są centrum tych świąt. Uroczyste, świąteczne, syte śniadanie po niedzielnej rezurekcji z rodzinnymi życzeniami było świętowaniem Tego Dnia, w którym każdy z nas dostał od Chrystusa szansę na życie wieczne… Święty Paweł podkreśla, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara” (1Kor 15,14). Wielkanoc to Święto zwycięskiej wiary: „Tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1J 5, 4). Wierzymy, że w Zmartwychwstałym zwycięża: światło nad ciemnością, prawda nad fałszem, dobro nad złem, wiara nad zwątpieniem, miłość nad nienawiścią, nadzieja nad rozpaczą. W Wielkanoc celebrujemy zwycięstwo Życia, świętujemy zwycięstwo Bożej Miłości. Jezus Chrystus, Syn Boży, świadek miłości Boga do człowieka, umiłował nas do tego stopnia, że dał się przybić do krzyża, aby Jego śmierć pojednała nas na nowo z Bogiem. Jak ktoś napisał – „Miłość nie została uśmiercona. W śmierci jest Miłość! Miłość Boga nie umiera! Bóg swą miłością przemienia człowieka”. Oto wartość Świąt Wielkiej Nocy, która niesie człowiekowi Odkupienie. To Chrystus jest centrum tych świąt. Zrozumiemy to lepiej, gdy Boga pokochamy. Miłość do Boga uszlachetnia człowieka. Ten, kto kocha Boga, postępuje tak, aby ukochanemu Bogu sprawić radość. Taki człowiek czyni wszystko, aby przykazanie miłości Boga i bliźniego nie było tylko teorią, lecz urealniło się przez niego w codziennym życiu. Dlatego Jezus pyta Piotra: Czy Ty mnie miłujesz? Czy mnie kochasz bardziej niż inni? Piotr odpowiada: Panie Ty wszystko wiesz, Ty wiesz że cię kocham (J 21, 17). Św. Paweł uczy nas, że w łączności z Chrystusem zmartwychwstałym nasza miłość „cierpliwa jest, łaskawa jest, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”(1Kor 13,4-8).

Historii Zbawienia nie da się zamknąć w kilku słowach tego artykułu. Chciałem jedynie przypomnieć, że „święta wielkanocne” będą miały sens tylko wtedy, gdy dojrzymy w nich Chrystusa i Go pokochamy. Na koniec drobna uwaga. Ludzie ceniący kino, teatr, operę czy muzykę poważną czytają recenzje na temat filmu, sztuki, przedstawienia czy wykonawców. Chcą się przygotować na przeżywanie tego dzieła. Zachęcam, aby katolik, przygotowując się na przeżywanie Wielkiego Tygodnia i Niedzieli Zmartwychwstania, przeczytał fragmenty Pisma Świętego dotyczące ostatnich dni życia Jezusa Chrystusa. Może wtedy dotrze do naszych serc to, co wspominamy i co powinniśmy przeżywać w tych świętych dniach. Pragnę także życzyć wszystkim czytelnikom jednego: niech Święta Wielkanocne będą czasem zwycięstwa w nas wiary, nadziei i miłości, abyśmy w życiu umieli dokonywać właściwych wyborów. Niech każdy z nas będzie człowiekiem Wielkanocy! Chrystusowym człowiekiem! Alleluja!

Marek Sobczak CM

(Artykuł ukazał się w nowojorskim tygodniku Kurier Plus z dnia 7 kwietnia 2012 roku na stronie 6 – pod tytułem Wielkanoc, święto Bożej Miłości)

 

(Artykuł w pliku pdf – jedna strona z Kuriera Plus)