Piłat umył ręce – rozważanie na Niedzielę Palmową

Oto już Niedziela Palmowa. To w ten dzień Jezus wjeżdżał uroczyście na grzbiecie osiołka do Jerozolimy, witany z radością przez mieszkańców tego miasta. Nic w tym momencie nie wskazywało na zbliżającą się tragedię. Nic nie wskazywało na to, że ci sami ludzie którzy wiwatowali na cześć Jezusa, za kilka dni będą wołali aby Go ukrzyżować. Gdzieś tam z okna pałacu, na przybywającego do Jerozolimy Jezusa, spoglądał z kamienną twarzą i zimnym wzrokiem Piłat.To on, ostatecznie wydał wyrok i skazał Jezusa na śmierć. To on, pięć dni później stanowczym głosem wypowiedział skierowaną do Niego formułę: Ibis ad crucem – „Pójdziesz na krzyż”.

W „Gorzkich żalach” śpiewamy: < Stoi przed sędzią Pan świata wszystkiego, Cichy Baranek, z wzgardzenia wielkiego, przez białą szatę, w którą jest odziany, głupim nazwany >. Wyrok więc zapadł. Jednocześnie ze strony Piłata widzimy dziwną postawę, gdy „umył ręce wobec tłumu, mówiąc: Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz” ( Mt 27,24 ). Dziwne to słowa i dziwny gest. Przecież o śmierci Jezusa mógł decydować tylko Piłat. Umywając ręce, chciał zrzucić z siebie odpowiedzialność za dokonany akt niesprawiedliwości. Jednak strumień wody nie mógł oczyścić jego sumienia i honoru. Dlaczego wystraszył się pogróżek tych, którzy namawiali go do ukrzyżowania Jezusa wołając: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara” ( J 19,12 )? Gdyby Jezus został uwolniony, to komu Cezar by uwierzył, Żydom czy Piłatowi? Co było dla niego ważniejsze, kariera, dobrobyt, czy uratowanie niewinnego człowieka, za jakiego przecież uważał Jezusa?

Postawmy się dzisiaj w miejscu Piłata. Bardzo często w naszym życiu tę postać przypominamy. Swymi grzechami wydajemy wyrok na Jezusa, na samego siebie, a często także na innych ludzi. W chwilach pokus, rozterek, niezdecydowania, wybieramy zło, świadomie oddalając się od Boga. Zapominamy jednocześnie, że każdy dzień, każda przeżyta chwila, określa nasze miejsce w wieczności. Dzisiaj mówimy Jezusowi na krzyż! – a jutro będziemy błagali Go o łaskę i miłosierdzie. Jakaż to przewrotność. Komu chcemy się przypodobać? Piłat bał się o własne stanowisko. Wolał wydać niesprawiedliwy wyrok, niż stawić czoło w obronie prawdy. Skąd my to znamy? Sami musimy sobie odpowiedzieć, czy prawda zawsze jest dla nas wartością którą powinniśmy bronić za wszelką cenę, czy powinniśmy odwracać się od fałszu i zakłamania, chociaż jest to często dla nas niewygodne i trudne.

Prymas Stefan Wyszyński mówił: „Wina jest wspólna. Nikt z nas nie jest bez grzechu, bez winy. Może to być wina naruszenia osobowych praw ludzi, z czym wiąże się deformacja moralna i społeczna człowieka. Może to być brak świadomości społecznej, bierność i niewrażliwość na dobro wspólne, społeczne, rodziny, narodu i państwa. Może troska o dobro osobiste brała górę nad wartościami wyższego rzędu, jakimi są dobro rodziny, czy dobro narodu”.

Odpowiedzialność o której mówił ksiądz Prymas, dotyczy ideałów które głosił i za które umarł Jezus Chrystus. Tak więc w naszym życiu, bierzemy odpowiedzialność za Jego śmierć. Jak Piłat, odrzucamy Jezusa wraz z Jego nauką i uporczywie bronimy twierdzy swojego egoizmu. Od momentu naszego narodzenia, odpowiadamy za nasze zbawienie i nie uciekniemy od odpowiedzialności za nasze czyny. Jednocześnie zapominamy, że jesteśmy chrześcijanami. Na nas ciąży odpowiedzialność za wspólnotę w której żyjemy – za Kościół. Odpowiadamy za jego wzrost lub upadek, za jego dobre imię. Zrzucamy tę odpowiedzialność na prymasa, biskupów, kapłanów. Jeśli w Kościele dzieje się źle, umywamy wówczas ręce. Zgłaszamy pretensje do hierarchii, współczujemy papieżowi. Sami jednak nie utożsamiamy się z Kościołem. Kościół to oni – a my to kim jesteśmy? Zapominamy, że sami tworzymy historię Kościoła. Pamiętajmy o tym gdy rozbijamy rodzinę, demoralizujemy nasze dzieci, upijamy się, oszukujemy, obmawiamy i oczerniamy innych. Taka postawa prezentowana przez chrześcijan, rzutuje przecież na wizerunek całego współczesnego Kościoła.

Ponosimy też odpowiedzialność za losy naszej ojczyzny. Jaką przyszłość my dorośli gotujemy naszym dzieciom? Jaką Polskę im kiedyś pozostawimy? Czy i tutaj, możemy umyć ręce i powiedzieć, że inaczej nie było można? Józef Piłsudski na posiedzeniu sejmowym powiedział: „Sędziów znajdziemy w naszych dzieciach; te dorastające obecnie małe główki już teraz spoglądają na nas ciekawymi oczkami, a w przyszłości będą z trwogą szukać na stronicach historii: gdzie byli ich rodzice?” Odpowiadamy przed Bogiem za te dzieci, za wszystkich bliźnich których Bóg stawia w życiu na naszej drodze. Odpowiadamy za zgorszenie jakie z nas biorą. Popatrzmy wokół siebie na młodzież znudzoną, wulgarną, agresywną, negującą wartości moralne i prawdy wiary. To często brak wychowania w domu rodzinnym, brak autorytetu jakim dla dziecka powinni być jego rodzice.

Przestańmy także bezmyślnie przyjmować wszystko co przekazują nam media, uznając to za świętą prawdę. Nauczmy się przyglądać temu, co dzieje się wokół nas i wyciągać właściwe wnioski. Przestańmy krytykować, obmawiać i oczerniać, nie dociekając prawdy, uznając jednocześnie siebie za ludzi doskonałych. Musimy także poczuwać się do odpowiedzialności za obowiązki określone przez nasze życiowe powołanie. Powinno ono przynosić chwałę Bogu, pożytek ludziom, a nam satysfakcję. W przypadku jakiegoś niepowodzenia, nie szukajmy winnych wokół siebie, umywając w ten sposób ręce nad własnym niedbalstwem, obrazą Boga i krzywdą bliźnich. „Strzeż się bardzo i pilnuj swojej duszy” – upomina nas Bóg przez usta Mojżesza ( Pwt 4,9 ). Jeżeli w naszym życiu poważnie potraktujemy te słowa, zawsze będziemy mogli z czystym sumieniem spojrzeć w udręczoną, zakrwawioną twarz Zbawiciela i powiedzieć za świętym Piotrem: „Ty wiesz, że Cię kocham” ( J 21,15 ).

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)