“Powrót z daleka”–refleksja

Moje życie zmieniło swoje znaczenie, gdy tylko choroba przybiła mnie do łóżka. Nie od razu pojąłem wartość swojego cierpienia, bo nie znałem jeszcze Jezusa, tak jak powinienem. Zapewne dalej go nie znam, bo ciągle upadam i błądzę na tym łez padole. Ale podnoszę się i dzięki Jezusowemu Miłosierdziu, które szczególnie wypływa w sakramencie pokuty i pojednania, nabieram radości oraz pewności, że Jezus istnieje, jako żywy Bóg. Podnosząc się zaczynam coraz bardziej rozumieć i wiedzieć, kim jestem i czego ode mnie Jezus oczekuje. To nie jest proste i wymaga ciągłego czuwania, ale w ten właśnie sposób dostrzegam swoje błędy, winy i brudy grzechowe, swoją wielką nicość.    

A przede wszystkim czuję żal za swoje grzechy, które tylko sam Jezus może wybaczyć i jednocześnie zamienić w biel. Wszystko to zawsze ma jakieś znaczenie i cel. Bo gdyby nigdy człowiek nie zgrzeszył, to nigdy też nie poznałby nędzy swego postępowania i swojej małości i nicości przed Bogiem, który oddał za nas Swoje życie. Zapewne nigdy nie poznalibyśmy, jaki “brud” nas wypełnia, gdybyśmy nie posmakowali go sami.

Moja historia powrotu do wiary jest długa i pełna zakrętów; nie starczy tu miejsca by wszystko napisać. Ale pomimo wszystko to nie moje przejścia i nie moje cierpienia się liczą, bo wszystko to przyszło od Boga i tylko Jemu chwała i dziękczynienie za tak wielkie miłosierdzie, jakim obdarzył mnie i moją rodzinę. Co by się stało, gdyby tak wspaniałego Ojca, sprawiedliwie miłosiernego i kochającego Boga brakowało we wszechświecie? Gdzie by moja dusza teraz była? Co by się ze mną stało? Jaki żal i rozpacz by mnie teraz zalewała? Radujmy się, że mamy takiego Boga i wychwalajmy go we wszystkim, co czynimy.

Często się cieszę i często też płaczę; widząc wyraźnie swoje błędy z przeszłości, swoje występki, które raniły Boga Najwyższego i przykro mi, że nie poznałem prawdy swojej wiary zanim jeszcze grzech popełniłem. Ale dusza moja raduje się, bo dostała szansę poprzez Miłosierdzie Boże. Jestem żywym przykładem wielkości i miłosierdzia Jezusowego, Króla królów i Pana panów. Ja – taki mały, a ON taki WIELKI. Płomień Jego miłości jest naszym powstaniem, a krew Jego naszym życiem. Ta Krew zbawcza nieczystość naszą rozpuszcza, gdy tylko wracamy do naszego Zbawcy. Cały nasz “brud” grzechowy, nie wiadomo jak czarny i upokarzający, gdy zatopiony w Krwi Życiodajnej, w biel się zamienia i sprawia, że jesteśmy na nowo czyści. Bez tego daru człowiek jest zimny, suchy i w skorupie “grzechu” przebywa. Ile potem czasu trzeba zanim tę skorupę rozkruszymy, by powrócić na nowo do Miłości Bożej. Nakazał nam Jezus, abyśmy wszyscy z Miłosierdzia jego czerpali, zatem nie lękajmy się i ufajmy Temu, który płonie, jak żywa pochodnia. Jak ja się cieszę, kiedy wychodzę z konfesjonału wiedząc, że grzechy moje zostały odpuszczone? Co by było gdyby człowiek nie dostał od Boga dostępu do tak wielkiego Miłosierdzia?!?!

Jak wyglądałby świat dzisiejszy i czy w ogóle istniałaby nadzieja?

Dlatego też bez tej choroby nie poznałbym “Miłości”, bo Ona nie może być nauczona.

Bez łaski Bożej nie zostałbym uratowany, bo jest ona wyproszona i wypływa z głębi Miłosierdzia, a żadna inteligencja tego pojąć nie potrafi bez woli Bożej.

Bez tych łez nie zaznałbym słodyczy cierpienia i “krzyża” własnego bym nigdy nie zrozumiał, bo nikt nie skruszy serca, tak jak miłość Boga Prawdziwego, a wszelkie zrozumienie jest nam

dane od Boga.

Wreszcie, bez natchnienia i działania Ducha Świętego nie napisałbym tego ze łzami w

oczach, ·bo tylko Bóg jest źródłem wszelkiej dobroci i niewyczerpalnego ogniska miłości. A ja

sam tylko stanowię mały niestabilny kanalik Jego dobroci i jestem drobnym płomyczkiem Jego

miłości.

Aczkolwiek nie jestem nawet godny by nazywać się takim, bo grzesznym jestem i jak robak malutki. Ale wiem też, że Bóg kocha nas bezgranicznie i chciałby wylewać na nas Swoją miłość nieustannie, a zwłaszcza teraz, gdy religia i wiara są sprowadzane na margines, a ludziom narzuca się materialistyczną filozofię życia. Wiem o tym i boli mnie, że tak wielu ludzi nie szanuje Kościoła i swojej religii z powodu różnych fałszywych koncepcji teologów oraz perfidnej propagandy ze strony przeciwników Kościoła. Ci ludzie są pojeni złymi informacjami, które niszczą stabilność oraz dobroć. W tych trudnych czasach, gdy ludzie są w wielu przypadkach bezbronni, bo ani modlitwy, ani Pisma św. nie znają, tylko Bóg może zainterweniować i tylko Bóg może ich uratować przez łaskę. Więc módlmy się, aby nasze modlitwy oraz starania mogły ocalić naszych braci i nasze siostry, którzy we mgle zakłamania tego świata błądzą bez celu.

Oby Bóg miał ich w Swojej opiece, a Matka nasza Maryja, Współodkupicielka i Pośredniczka wszelkich łask niech kieruje ich, jak latarnia morska, do bezpiecznego portu, którym jest Jezus. I także nam dopomóż Bóg. Amen.

Marcin Zelazny