Trudności przezwyciężajmy po królewsku

Krzysztof Gospodarzec

Święto Objawienia Pańskiego zwane świętem Trzech Króli to wydarzenie które ukazuje trzech mędrców, którzy poszli za gwiazdą aby pokłonić się nowo narodzonemu Królowi.

W poczatkowej perspektywie wydaje się to ciekawa i interesująca wyparawa, ale kiedy przyjrzymy się temu bliżej to zauważymy, że po drodze było wiele niebezpieczeństw. Dziś chciałbym zatrzymać się tylko nad czterema choć jest ich więcej i ukazać pewne analogie do naszego życia.

Pierwsza przeszkoda – zapasy żywności i wody. Ponieważ mięli wędrować za gwiazdą, nie wiedzieli ile czasu zajmie podróż, ile trzeba zabrać jedzenia, czy wystarczy po drodze, czy znajdą w czasie wyprawy studnie, aby zaspokoić pragnienie. Woda zawsze ale w przypadku wędrówki przez pustynie szczególnie to podstawa egzystencji. Ta pierwsza troska o pokarm dnia powszedniego dotyczy także i nas. Zabiegamy o chleb na stole, obawiamy się utray pracy bo jak utrzymamy rodzinę. Ale jak mówi nam Pismo Święte: „nie samym chlebem żyje człowiek.” Dlatego trzej mędrcy są wzorem aby nie poprzestać tylko na dobrach materialanych, aby na nowo z zapałem szukać Pana i Jego Królestwa: „Szukajcie wpierw Królestwa Bożego…, a wszystko inne będzie wam dodane.” (Mt 6:33)

Druga przeszkoda to zagrożenie chorobami w czasie podróży. W tamtym czasie również szalały różnego rodzaju zarazy i choroby;  przekraczanie granic i stref klimatycznych, insekty, zmiany temeratur, zmęczenie, nieświeża żywność to tylko niektóre czynniki, które zwiększały zagrożenie zachorowania. Na pewno królowie brali to pod uwagę, na pewno mięli ze sobą podręczny zestaw medyczny ale z pewnością towarzyszyła im myśl o zagrożeniu. Wiara w szczęśliwe dotarcie okazała się jednak większa i Bóg ochronił ich. Tutaj analogię do dnia dzisiejszego widać bardzo wyraźnie. Kto w minionym i obecnym roku nie doświadczał większych lub mniejszych obaw o zdrowie swoje lub najbliższych. Gdyby królowie zostali w domu z powodu lęku o własne zdrowie to nie spotkali by Pana. Ich postawa jest wzorem dla nas. A więc troska o zdrowie i higienę wg zasady: strzeżonego Pan Bóg strzeże, ale również nie bać się pójść do Pana: pokłonić się przed nim w świątyni: on nas może uleczyć z chorób ciała i duszy. Kardynał Sarah apeluje abyśmy jak tylko pozwolą na to okoliczności i kościoły zostaną otwarte z radością powrócili do Eucharystii (również z obowiązującymi restrykcjami): „Kiedy tylko okoliczności na to pozwalają, koniecznie i pilnie trzeba powrócić do normalności życia chrześcijańskiego; jego domem jest budynek kościoła, zaś sprawowanie liturgii, a zwłaszcza Eucharystii, „jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc.”

Trzecia przeszkoda to król Herod. Czyli człowiek zły, podstępny, pazerny, nieuczciwy, wykorzystujący innych, zabójca….Można by jeszcze długo wyliczać. Można by wskazywać wiele współczesnych analogi, politycznych i innych do Heroda. Kto z nas nie spotkał – lub cały czas nie napotyka większego lub mniejszego Heroda w swoim życiu? I tu znów trzej mędrcy są dla nas wzorem. Nie szukają zemsty, nie wymierzają sami sprawiedliwości. Kiedy zagrażają nam źli ludzie szukajmy pomocy u Pana, a On sam znajdzie dla nas rozwiązanie. Królewska postawa uniżenia była niejako modlitwą na którą Pan odpowiedział i znalazł dla nich inną – bezpieczną drogę powrotną do domu.

To właśnie podczas drogi powrotnej jest ostatnia przeszkoda: przezwyciężenie swojej niewiary. Pokonać swoją niewiarę, lub uwierzyć mimo tego co widzą oczy. Papież Benedykt XVI na spotkaniu z młodzieżą w 2005 wspominał, że droga powrotna trzech króli była w pewnym sensie trudniejsza, bo oprócz zewnętrznych przeszkód trzeba było pokonać własne wyobrażenia i oczekiwania. Przecież trzej królowie mięli jakieś wyobrażnie o królestwie, tym bardziej, że sami byli królami. Z pewnością oczekiwali, że nowo narodzony król musi mieć zamek, albo pałac, albo przynajmniej jakąś okazała rezydencję, jakąś armię, służbę….itd. A tymczasem ich oczy zobaczyły  bezbronne dziecko, skromnych rodziców, żadnego dworu, żadnej armii, stajenka lub ubogi domek (wg Ewangelii Mateusza). I uwierzyć, że to wszechpotężny król. Każdej niedzieli, kiedy przyjmujemy Komunię Świętą być może towarzyszy nam to samo zdziwienie, które przeżywali królowie. Mamy swoje wybrażenie wszechpotężnego Boga, a widzimy małą Hostię-Jezusa. Czy to Ten, który może uczynić cuda w naszym życiu? Nie widać Serafinów, armii Aniołów, Niebiańskich Chórów, wielkich znaków.  A jednak kontynuając myśl Benedykta XVI czytamy: „Na ołtarzu obecny jest Ten, którego Mędrcy widzieli leżącego na sianie: Chrystus, Chleb żywy, który zstąpił z nieba, aby dać życie światu, prawdziwy Baranek, który oddaje swoje życie za zbawienie ludzkości. Mędrcy są zdumieni wobec tego, co tu widzą: niebo na ziemi i ziemia w niebie; człowiek w Bogu i Bóg w człowieku; widzą zamkniętego w maleńkim ciele Tego, którego cały świat nie może ogarnąć” Kończąc rozważania na progu Nowego Roku, życzę Wam i sobie za papieżem Benedyktem odnajdywania prawdziwego szczęścia i zadziwienia na nowo osobą Jezusa Chrystusa: „Drodzy przyjaciele, szczęście, którego szukacie i którego macie prawo zakosztować, ma imię i oblicze: jest nim Jezus z Nazaretu, ukryty w Eucharystii. Tylko On nadaje człowieczeństwu pełnię życia! Razem z Maryją powiedzcie swoje “tak” temu Bogu, który chce się wam dać. Kto pozwala wejść Chrystusowi w swoje życie niczego nie traci, niczego – absolutnie niczego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się rzeczywiście na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co nas wyzwala.”