Ty jesteś Piotr…

PP Przed nami uroczystość Apostołów Piotra i Pawła. Mamy jeszcze w pamięci wspaniałą postać następcy świętego Piotra, ukochanego Papieża Jana Pawła II, dlatego osoba świętego Piotra jest nam bliska, a jego biografia bardzo ciekawa. Pragnę więc w tym miejscu ukazać głębię jego osobowości, na przykładach które znamy doskonale z Pisma Świętego Nowego Testamentu.

Piotr siedzi w lochu, przykuty łańcuchami do ściany. Doszedł do kresu swej drogi i wnet spotka się z Panem. Nazajutrz mają go ukrzyżować. Poprosi oprawców, by ukrzyżowali go głową w dół, gdyż jak twierdzi nie jest godzien umierać jak Jezus. Dziękuje jednak, że może Go naśladować.

Jednocześnie ze wzruszeniem robi swoisty rachunek sumienia: Panie, kiedy wówczas przyszedłeś tam, nad jezioro, moje serce mocniej zabiło w piersi. Poczułem niepokój, jakiś lęk ogarnął mą duszę, a jednocześnie jakaś siła kazała mi Ciebie słuchać, gdy mówiłeś do mnie i do mego brata Andrzeja: < Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi > Jak w transie, pozostawiłem łódź, sieci, rodzinę i poszedłem za Tobą, bo przecież mnie wybrałeś. Ale dlaczego wybrałeś akurat mnie grzesznego, prostego rybaka, pełnego obaw, o słabej woli? Czy nie obawiałeś się Panie, że nie podołam zadaniom które przede mną stawiałeś, że nie zrozumiem Twego nauczania i nie rozpoznam w Tobie Mesjasza? A w całym moim dalszym życiu które poświęciłem Tobie, czy wybaczyłeś mi chwile słabości, zaparcia i niewierności? Pamiętam jak mówiłeś: < Wy jesteście solą dla ziemi. (…) Wy jesteście światłem świata. > Czy naprawdę byłem Panie solą dla tej ziemi i światłem dla świata? Czy Cię Jezu nie zawiodłem? Jednak rozpoznałem w Tobie Mesjasza i z wiarą wyznałem: < Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. > A wtedy tak bardzo mi zaufałeś, wyróżniłeś spośród innych, mówiąc: < Ty jesteś Piotr ( czyli Skała ), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. > Oszołomiony, przejęty, do końca nie zrozumiałem Twych słów. Bo przecież byłeś Jezu z nami, i to Ty uzdrawiałeś chorych, wskrzeszałeś zmarłych, a przede wszystkim przebaczałeś grzesznikom. Jak więc ja, niegodny Twój uczeń, mogłem Cię zastąpić? Ani przez chwilę przecież nie myślałem, że możesz umrzeć, że Twoja śmierć będzie tak straszna, poprzedzona okrutnym biczowaniem. Nie mogłem pojąć, dlaczego akurat mnie sobie upatrzyłeś. Przecież byli bardziej godni wśród Twoich uczniów. Teraz już wiem i dziękuję Ci za to wyróżnienie. Do tej pory brzmią mi także w uszach słowa: < …wydadzą was na udrękę i będą was zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów, z powodu mojego imienia. Wówczas wielu zachwieje się w wierze; będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić. (…) Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. > Wówczas tę drogę miałem jeszcze przed sobą. Dzisiaj doszedłem do kresu życia. Pozostał mi tylko krzyż, jak Tobie Panie. Wszystko to przewidziałeś. Pomny na Twe słowa, mogę też dzisiaj powiedzieć – wypełniło się! Wypełniła się moja misja na ziemi którą mi zleciłeś, chociaż sumienie wyrzuca mi bardzo wiele. Nigdy nie mogłem zapomnieć tego momentu przed Twoją męką, kiedy rzekłeś: < Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzą pasterza a rozproszą się owce stada. > Wtedy ja, przekonany o swojej niezachwianej wierności, odpowiedziałem Ci Panie: < Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. > A Ty spojrzałeś na mnie takim dziwnym wzrokiem, z jakimś smutkiem, przenikliwie, jakbyś chciał zajrzeć w głąb mojej duszy i cicho wyszeptałeś: < Zaprawdę powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. > W tym momencie jeszcze niczego nie rozumiejąc, z dużą pewnością siebie stwierdziłem: < Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie.> Nie wiedziałem , że moje zaparcie się Mistrza jest tak bliskie, a wypowiedziane w tym momencie słowa, są puste i nieprawdziwe. Chryste, przecież po trzykroć wyparłem się Ciebie! Jak mogły mi przejść przez usta słowa: nie znam tego Człowieka? Spojrzałeś wtedy na mnie z ogromnym smutkiem, wyrzutem, a jednocześnie z miłością. Poczułem wyrzuty sumienia jak Judasz. Załamałem się. Biegłem przed siebie, nie wiedząc co mam dalej zrobić. W uszach ciągle słyszę swój okrzyk: nie znam tego Człowieka! Oparłem rozpalone czoło o mur jakiegoś domu i gorzko zapłakałem. Zostawiłem Cię Jezu samego i po prostu uciekłem. Wciąż widzę Twoje przenikliwe, smutne spojrzenie. Czy na pewno już mi przebaczyłeś? Załamany, rozbity, przepełniony trwogą, zaczynałem wreszcie rozumieć Twoje słowa wypowiedziane w Wieczerniku, kiedy łamałeś chleb mówiąc: < Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje > i kiedy wziąłeś kielich i odmówiwszy dziękczynienie, podałeś nam, wypowiadając słowa: < Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.> Teraz stało się dla mnie jasne, co miałeś Panie na myśli stwierdzając, iż: < Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego. > Jednak, jak zobaczyłem pusty grób, byłem już całkowicie przekonany. Wielka radość, ulga i jednocześnie duma, że i ja jestem Twoim uczniem, który teraz ma głosić zmartwychwstanie swego Pana, zmartwychwstanie prawdziwego Mesjasza. Wtedy byliśmy tylko my, garstka Twoich uczniów, kiedy podszedłeś do nas i rzekłeś: < Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.> Posłuszni Twojej woli Panie, poszliśmy by łamać chleb, nauczać, leczyć dusze i ciała, pocieszać, nawracać, oraz nieść na cały świat miłość której nas nauczyłeś, by wszyscy ludzie na całym świecie mogli się dowiedzieć o tym, co się wydarzyło w Jerozolimie, by mogli Ciebie poznać i uwierzyć.

Teraz, kiedy jestem już u kresu mojej drogi, przyjmij mnie Jezu do swego Królestwa. Pragnę Cię jak najszybciej zobaczyć i poznać naszego Ojca. Niech Duch Święty umacnia mnie w godzinie śmierci. Wybierz Panie mojego następcę, by kontynuował tu na ziemi rozpoczętą przez Ciebie misję zbawczą. By był orędownikiem miłości i pokoju. Niech każdy następny „Piotr” z wielką mocą głosi Twoje zmartwychwstanie i przygotowuje świat, na Twoje powtórne przyjście w chwale.

Następców ma godnych. Tak jak Piotr, służą wiernie Chrystusowi i prowadzą „łódź” Kościoła przez wzburzone fale ziemskiego życia.

 

Henryk Szeląg

(artykuł ukazał się w gazetce parafii Bazyliki Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy prowadzonej przez Księży Misjonarzy i jest publikowany za zgodą autora.)